Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój osobisty katechety , Otwarty dostęp

6 lipca 2021

NR 10 (Lipiec 2021)

Echo głosu Boga – czyli czym jest sumienie

0 100

Każdy z nas miewa wyrzuty sumienia. Dręczą i świdrują gdzieś wewnątrz nas, wpędzając w coraz większe poczucie winy. Często cechują nas dwie postawy: celnika z historii biblijnej, który wstydzi się spojrzeć na Pana i faryzeusza, który zuchwale i bez skrupułów stoi przed obliczem miłosiernego Ojca. Jakie jest Twoje sumienie? Wąskie jak leśna ścieżka czy szerokie jak autostrada?

Sumienie – czy je mam? 

Z pewnością wielu Szanownych Czytelników od razu odpowie, że jest pewnych, że sumienie ma. Oczywiście, że tak, jest to prawda niepodważalna. Jako osoby wierzące uznajemy sumienie jako szczególny dar od Pana Boga, który podpowiada nam, kiedy robimy coś dobrego, a kiedy coś złego. Jednak nie zawsze jest tak, że nasze sumienie jest, obiektywnie rzecz biorąc, dobrze ukształtowane. 

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że sumienie nie odnosi się tylko i wyłącznie do osób wierzących. Jest to „coś”, co ma każdy z nas, bez względu na to, czy jest ateistą, czy osobą głęboko wierzącą. Jest to pewna „struktura” w naszej duszy, która dotyka nie tyle rzeczy związanych z grzechem i dobrymi uczynkami, co tych spraw, które w szerszej perspektywie związane są czymś moralnym i niemoralnym. 
W życiu kierujemy się zawsze jakimś kodeksem etycznym. Zazwyczaj (bo nie w każdej sytuacji) kodeks ten podpowiada nam, co jest dobre, a co złe. Czynienie dobra i unikanie zła jest zakorzenione w prawie moralnym, które jest uniwersalne, bez względu na wyznawaną lub niewyznawaną religię. W przypadku osób wierzących jest to dodatkowo tłumaczone poprzez swego rodzaju boską ingerencję – słowo Boga, impuls, który podpowiada nam, jak rozpoznać konkretne działanie w kontekście dobra i zła. 

Trzeba też zauważyć jasno, że nasze sumienie nie jest czymś od razu ukształtowanym. Formowanie go wymaga analizy życiowych decyzji i sytuacji. W tym procesie bardzo łatwo zahaczyć o dwie skrajności: można przywyknąć do zła, i zagłuszać sumienie lub odwrotnie – skierować się w stronę sumienia bardzo skrupulatnego, które będzie nam wyrzucało drobne sprawy, które w szerszym oglądzie wcale do złych nie należą. 

POLECAMY

Rodzaje sumienia

Przejdziemy teraz pokrótce przez różne rodzaje sumienia, aby na końcu spróbować wskazać, jak wygląda proces jego kształtowania i jak każdy z nas może się tego uczyć. 

Na początek jedna osobista uwaga. Jako duszpasterz dzieci mam wrażenie, że sumienie dziecka jest sumieniem naturalnie czystym. Jest to moje indywidualne, bardzo subiektywne podejście do tematu. Zdaję sobie sprawę z tego, że teologowie zajmujący się na co dzień teologią moralną z pewnością będą mieli swoje przeciwwskazania do tego, co za chwilę przeczytają. Otóż, o co chodzi z tym „naturalnie czystym sumieniem”? Dzieci mają w sobie pewien wewnętrzny, bardzo podstawowy mechanizm rozróżniania dobra od zła. Nie do końca poprawny, bo jeszcze nieukształtowany. Jak to rozumiem? Otóż rozumiem to trochę jak Kali (zasada, że jak „Kali ukraść krowę to dobrze, a jak Kalemu, to źle”). Jeżeli coś dobrego dzieje się mi, to jest w porządku, natomiast nie jestem w stanie (przynajmniej na razie) w podobny sposób działać dla dobra drugiego człowieka lub po prostu nie potrafię utracić czegoś na rzecz drugiej osoby. Zawiłe? No niestety tak wyszło… chociaż da się jeszcze bardziej to zagmatwać, do czego właśnie chciałbym przejść. Otóż w tym „naturalnie czystym sumieniu” człowiek jeszcze nie jest w stanie myśleć na poważnie nad swoimi uczynkami. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że jest dobro i zło, co więcej, potrafi się dzielić lub coś komuś zabrać, ale czy jest tutaj jakaś refleksja? Sądzę, że z wiekiem coraz częściej ona przychodzi. Przepraszam Szanownych Teologów Moralistów za to wprowadzenie.

Rodzajów sumienia mamy kilka. Samo sumienie natomiast możemy w religii nazwać pewnym głosem Boga, który podpowiada nam, co jest dobre, a co złe. Osoby niewierzące mogłyby zarzucić nam, że klasyfikujemy sumienie tylko i wyłącznie pod kątem religijnym. Uważam, że sumienie wychodzi poza kontekst wiary. Każdy z nas je posiada i ono pokazuje nam, co należy robić, a czego unikać. Porównałbym to do pewnego rodzaju bazy danych od samego początku zainstalowanej w naszej osobowości, w której znajdują się podstawowe kodeksy postępowania. Oczywiście nasze sumienie nie pozostaje od samego początku na jednym i tym samym poziomie. Ono rozwija się wraz z nami, doświadczając tego, czego my doświadczamy. W pewnym sensie uczy się odbierać i reagować na sytuacje, które przeżywamy w swoim życiu. Niekiedy idzie to w złą stronę, np. zobojętnienia, gdy pewne codzienne sytuacje, które ogólnie są uznawane za złe, traktujemy w sposób pobłażliwy, aby żyło się łatwiej. Aby uniknąć konfliktu wewnętrznego, zagłuszamy alarm sumienia. 

Sumienie nie jest uformowane raz, a dobrze. Zaryzykuję stwierdzenie, że ono jest cały czas w procesie, w rozwoju i ruchu. 

Gdy popatrzymy na sumienie jako na Boży głos, będziemy znacznie bliżej prawdy o sobie i jeszcze bliżej Tego, który tę prawdę o nas samych chce nam objawić.

Zagłuszane słowa Ojca w naszym sercu to zagłuszana relacja z Nim i oddalanie się od Niego. Konsekwencją tego jest fakt, że człowiek może doskonale zdawać sobie sprawę ze zła, które zasiał w swoim życiu i jednocześnie albo uważać, że nie zasługuje na przebaczenie i nie próbować niczego zmieniać albo wypierać grzech i o całe zło oskarżać Boga. 

Postarajmy się teraz niejako przejść przez kilka rodzajów sumienia, aby móc niejako odnaleźć się w tych opisach.

Sumienie przeduczynkowe – jest to takie sumienie, z którym mamy do czynienia przed dokonaniem konkretnego wyboru. To ono będzie nam podpowiadało, co może być na końcu naszego czynu, jakie przyniesie on konsekwencje i czy warto dalej w tym kierunku iść. 

Kolejne jest sumienie towarzyszące, czyli takie, które mamy w momencie opowiedzenia się za lub przeciw. 

Następnym rodzajem jest sumienie pouczynkowe, czyli to, które towarzyszy nam już nie tylko po podjęciu decyzji, ale też po naszym czynie. Ono będzie w nas działało na sposób pocieszający (przy dobrych decyzjach) i upominający (przy decyzjach, które niosą za sobą negatywne konsekwencje dla nas lub innych ludzi).

Mamy też do czynienia z sumieniem pewnym, które charakteryzuje się tym, że jego osąd jest tożsamy z rzeczywistością, czyli odpowiada temu, co ogólnie przyjęte jest za moralnie dobre lub moralnie złe. Pewne sumienie będzie zawsze wskazywało na te dwie rzeczywistości. Będzie ono stabilne, mocno osadzone w prawie (bez względu na to, czy mowa jest o prawie naturalnym, Bożym czy stanowionym). 

Istnieją jednak pewne wynaturzenia dotykające sumienia. Można mówić o trzech jego rodzajach które w konsekwencji prowadzą do zatarcia się w człowieku różnicy między dobrem a złem, jak również w pewnych przypadkach mogą być bardzo mocno związane z chorobami psychicznymi. 

Do takich deformacji sumienia czy też jego wypaczeń należy sumienie skrupulanckie. Jest to takie, które bardzo dokładnie, a może lepiej powiedzieć, zbyt szczegółowo osądza, czy coś jest dobre, czy złe. W takim przypadku sumienie doszukuje się najmniejszych cech grzechu tam, gdzie grzechu nie ma. Człowiek pod wpływem takiego sumienia nieustannie się oskarża i obwinia za rzeczy, które grzechem nie są, co więcej, zaczyna uważać siebie za złego, niegodnego przebaczenia. No bo jak może otrzymać przebaczenie, skoro cały czas grzeszy i cały czas obraża Boga? Ten rodzaj sumienia jest niesamowicie bolesnym doświadczeniem. Ciągłe samooskarżanie się, bardzo szczegółowe wyliczanie swoich grzechów jest niesłychanie męczącym stanem. Człowiek, który przeżywa wielkie skrupuły, jest wewnętrznie rozdarty. Nieustannie jest dręczony przez tzw. wyrzuty sumienia.

Co więcej, z praktyki duszpasterskiej można zauważyć, że każdorazowa spowiedź takiego człowieka jest dla niego trudnym doznaniem, niejako podwójnego „samobiczowania się” przed Bogiem. Dlatego podwójnego, gdyż po pierwsze nie potrafi on do końca rozpoznać, czy coś jest dobrem lub złem i często wszystko odnosi do grzechu, a po wtóre – wewnętrznie czuje się niegodny miłości i przebaczenia ze strony Boga Ojca.

Czy sumienie można ćwiczyć?

Pozwolę sobie w tym momencie przytoczyć Reguły św. Ignacego dotyczące właśnie skrupułów. W książeczce Ćwiczeń Duchowych1 poświęca on aż 6 uwag, które mają być „pomocne do właściwego odczuwania i oceniania skrupułów i poruszeń naszego nieprzyjaciela” (ĆD nr 345–351).

Pozwolę sobie przytoczyć w szerszym cytacie owe reguły czy też uwagi (tak o nich jest mowa w Ćwiczeniach) zaproponowane przez św. Ignacego.
 

Uwaga

UWAGA 1 (ĆD 346): „Pospolicie skrupułem nazywa się to, co pochodzi od naszego własnego osądu i od naszej wolności, kiedy ja sam w sposób wolny sądzę, że jest grzechem to, co nie jest grzechem; np. gdy ktoś nastąpiwszy przypadkiem na źdźbła słomy [ułożone] w formie krzyża sądzi własnym sądem, że zgrzeszył. Otóż to jest błędny sąd, a nie skrupuł w ścisłym tego słowa znaczeniu”.

 

Uwaga

UWAGA 2 (ĆD 347): „Kiedy nastąpiłem na taki krzyż lub kiedym pomyślał albo uczynił coś innego, przychodzi mi z zewnątrz myśl, żem zgrzeszył; a z drugiej znów strony wydaje mi się, żem nie zgrzeszył. Czuję się tym zaniepokojony, bo równocześnie i wątpię [czy był to grzech], i nie wątpię. I to jest właściwy skrupuł i pokusa, która mi podsuwa nieprzyjaciel”.


Zatrzymajmy się na moment nad tymi punktami. Po pierwsze, widoczne jest tutaj rozróżnienie u Ignacego pomiędzy tym, co jest a tym, co nie jest skrupułem. Skrupułem nie jest coś, co pochodzi z mojego osądu. Ignacy nazywa to „błędnym sądem”. Natomiast właściwym skrupułem jest coś, co jest dane od nieprzyjaciela, czyli złego ducha. To on mąci tam, gdzie powinien być spokój. Wprowadza wewnętrzne zamieszanie, przez które człowiek nie może rozpoznać czy też jasno nazwać, czy dane postępowanie jest lub nie jest grzechem. W sakramencie pojednania niejednokrotnie ta kwestia związana z nieumiejętnością rozpoznania lub nierozpoznania grzechu jest sferą, która skrupulantowi przysparza wielu trudności.
 

Uwaga

UWAGA 3 (ĆD 348): „Pierwszy rodzaj skrupułu należy z gruntu odrzucić, cały bowiem jest błędem. Ale ten drugi przez jakiś czas niemało pomaga do postępu duszy, która oddaje się ćwiczeniom duchowym. Bo w wielkiej mierze obmywa i oczyszcza duszę, usuwając wiele z tego wszystkiego, co ma podobieństwo do grzechu, wedle słów św. Grzegorza: »Właściwością dusz dobrych jest widzieć winę tam, gdzie żadnej winy nie ma«”.


Przyznam, że osobiście trudno jest mi ten fragment zrozumieć. Z jednej strony Ignacy mówi o skrupule jako o działaniu złego ducha, z drugiej natomiast, że „niemało pomaga do postępu dusz”. Sądzę, że warto przyjrzeć się słowom „przez jakiś czas”. Czyli może być tak, że właśnie „przez jakiś czas” skrupuły mogą być pomocne, jednak ten „jakiś czas” n...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy