Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki katechety

23 września 2022

NR 17 (Wrzesień 2022)

Malutka wiara

0 8

Na początek trzeba zadać sobie pytanie – co to właściwie jest dziecięca wiara? I czy dziecięcą wiarę mogą mieć też dorośli? Czy dzieci wierzą inaczej?

Żeby zrozumieć, co to znaczy wierzyć w Boga i wierzyć Bogu, trzeba najpierw zrozumieć, że wiara to coś, co jest między ludźmi. Jeśli mówię do kogoś: „wierzę ci”, znaczy to, że uznaję słowa tego człowieka za prawdę. Wiem, że mnie nie okłamie, nie wprowadzi w błąd, nie zawiedzie. I dlatego go słucham. Jeśli mama mówi, że książka jest dobra, to chcę ją przeczytać i ją czytam. A jeśli mama czy tata powiedzieliby, że jakiś film jest zły, to nie będę go oglądać. Wiara prowadzi więc do konkretnych czynów, wyborów, postaw. Jeśli komuś wierzę, to mu ufam, jestem mu posłuszny, idę drogą, którą proponuje. Takie wierzenie innym ludziom jest konieczne w życiu. Najważniejsze jest to, żeby po prostu wierzyć Panu Bogu, czyli iść z Jezusem przez życie.

POLECAMY

Wierzyć w Boga oznacza najpierw wierzyć, że On istnieje, że jest. Imię Boga, które znamy z Biblii – Jahwe, oznacza właśnie Jestem. To tak, jakby Bóg wciąż powtarzał nam: Ja Jestem. Najlepsza odpowiedź, jaką może dać człowiek, brzmi: Wierzę, że jesteś, Panie Boże. To jednak za mało. Sama wiara, że Bóg jest, nie miałaby wpływu na nasze życie. Chodzi o to, by wierzyć Bogu. Dokładnie tak, jak wierzymy mamie, tacie czy mądremu przyjacielowi. Kiedy mówię do Boga: Wierzę Tobie, to znaczy: Wiem, że Ty masz rację, Ty mówisz prawdę, ufam Ci i chcę Cię posłuchać. Jeśli Bóg mówi, że coś jest dobre, to nie tylko Mu wierzę, ale chcę robić to, co dobre. A jeśli Bóg mówi, że coś jest złe, to staram się tego unikać. Bóg mówi do nas poprzez Pismo Święte, przykazania, księży, katechetów, poprzez Kościół.

Czy to jest właśnie dziecięca wiara? Tak, bo wierzyć Bogu oznacza widzieć w Nim swojego najlepszego Tatę. Kogoś, kto mnie kocha, kto mnie nigdy nie oszuka, nie zawiedzie, nie wprowadzi w błąd, ale będzie mi mówił zawsze prawdę i będzie pomagał iść przez życie. Tak jak dziecko zależy od rodziców, tak człowiek zależy od Boga. Dlatego Pan Jezus mówi dorosłym, że muszą stać się jak dzieci – wierzyć Ojcu w niebie, przyjąć to, co mówi, za prawdę i ufać. Taka wiara prowadzi do miłości.

Pan Jezus powiedział: Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć się w morze”, a nie wątpi w du­­szy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie (Mk 11,22–23).

Czasem w naszym życiu pojawiają się takie góry, które zasłaniają nam drogę i nie wiemy, dokąd dalej iść – góry złości, wątpliwości, lęku, smutku… To są wszystkie trudne chwile, gdy jest nam bardzo, bardzo ciężko. Pan Jezus mówi nam, że te właśnie góry mogą być pokonane siłą wiary.

Pewna dziewczynka powiedziała: Nie muszę się bać, bo Pan Bóg jest przy mnie. To nie my przenosimy góry, ale Bóg ma taką moc. Jeśli Mu wierzę, to On da mi siłę olbrzyma, bo On jest Kimś Największym. Wiarę można porównać do kabla, którym podłącza się jakieś urządzenie do prądu. Wiara łączy nas z Bogiem, który jest źródłem zasilania o nieskończonej mocy. To nie musi być wielka wiara. Pan Jezus mówi, że wystarczy, by wiara była jak ziarenko gorczycy. Nawet cienki drut wystarczy, by podłączyć się do elektrowni.

Ksiądz Dolindo uczył, że w chwilach, gdy na naszej drodze życia wyrastają jakieś przeszkody, gdy nie umiemy ich pokonać, trzeba zamknąć oczy i modlić się: Jezu, Ty się tym zajmij. To jest także dziecięca wiara. Dziecko nie poradzi sobie w życiu samo, potrzebuje mocniejszych i mądrzejszych, którzy mu pomogą. Jednak dorośli też sami nie dadzą sobie rady. Potrzebują Kogoś mocniejszego, mądrzejszego, kto ich kocha. Jezus po to przyszedł do nas, aby nam powiedzieć, że Bóg jest nie tylko w niebie, ale jest obok, bardzo blisko nas. Trzeba tylko uwierzyć. Jak dziecko. 

Piękną wiarę miał także ks. Jan Twardowski. Wyznaje w wierszu: 
 

[…] Po prostu usiądę przy panu i zwierzę swój sekret, że ja, ksiądz, wierzę Panu Bogu jak dziecko. 
(Wyjaśnienie) 


A w innym wierszu pisze tak: 
 

Ufaj jak chłopiec z buzią otwartą
Bogu się mówi – tak
Nie rycz jak osioł, nie drżyj jak żaba
wytrwaj choć nie wiesz jak
choćby się cały Kościół zawalił
Bogu się mówi – tak. 
(Tak)


Nieraz można zobaczyć taką scenę: dziecko biegnie jak szalone i nagle upada. Stłuczone kolano, ból, dziura w spodniach, płacz. I prawie natychmiast rozgląda się i szuka mamy lub taty. Ktoś musi je przytulić i powiedzieć, że to przejdzie. Wszyscy jesteśmy jak dzieci. Wywracamy się na różnych życiowych przeszkodach. Co wtedy? Trzeba szukać Boga tak, jak to dziecko. Od razu. W Bożych ramionach można się wypłakać, pokonać ból, nabrać siły do dalszej drogi. Dziecięca wiara nie zależy od wieku. Ona jest potrzebna w każdym wieku. Bez niej ani rusz [1].

Jeśli rodzice zamierzają wprowadzać swoje dziecko na drogę wiary, powinni zacząć od uświadomienia sobie, na ile sami żyją wiarą i od pogłębienia osobistej relacji z Bogiem.    

Bardzo niebezpieczną pokusą są te wszystkie przestrogi: Uważaj, bo Pan Bóg widzi wszystko, co robisz! Ukarze cię, jak będziesz niegrzeczny! Lepiej nie mieszać Boga do moralności w tak prymitywny sposób. Straszenie Bogiem w celu wymuszenia określonych zachowań dziecka jest zwyczajnym nadużyciem i szkodą dla jego wiary. Na początku dziecko przyjmie taki obraz Boga na zasadzie podporządkowania się autorytetowi rodzica. Każdy rodzic jest przez pewien czas autorytetem dla swojego dziecka. Z czasem jednak dziecko buntuje się: odrzuci autorytet rodziców i Boga, bo z Jego obrazem będą wiązać się negatywne emocje. Odrzucając negatywny obraz, nie odkryje jednak automatycznie prawdziwego. Wiarę takiego dziecka trzeba często budować od nowa. Nie róbmy z Boga pedagoga działającego z natychmiastowym skutkiem. Czasami jest w nas pokusa, by powiedzieć: Ja ci pokażę! A Pan Bóg to dopiero ci pokaże. On wszystko może! 

Zdecydowanie najlepszym sposobem jest pokazywanie konsekwencji danego czynu: Jeżeli tak postąpisz, to twojej koleżance będzie przykro. Zaboli ją to. Postaw się na jej miejscu. Ważne jest także przypominanie, że Bóg nas kocha i chce, byśmy także my potrafili kochać Jego i siebie nawzajem. Wtedy trzymamy się prawdy, a nie straszymy.

Jedna ze scen Dekalogu I Kieś­­­lowskiego z udziałem pani Mai Komorowskiej wywiera ogromne wrażenie. Chłopiec, dziecko inży­niera, racjonalisty, który uważał, że nauka daje odpowiedzi na wszystkie pytania, a wiara jest niepotrzebna, zapytał ciocię: Czy wierzysz, że Pan Bóg istnieje? Ta przytuliła go mocno do siebie i powiedziała: Czujesz? To był prawdziwy przekaz wiary: bezpieczeństwo i miłość. Ona nie musiała tłumaczyć ani ojca, ani Pana Boga przed tym dzieckiem. Kapitalna scena! [2]

 

 

Rodzice często szukają sposobów, książeczek wartych polecenia do czytania dziecku, może piosenek, może jakichś twórczych sposobów na przekazanie wiary dzieciom. Jednak to wszystko może być jedy­­­­nie dodatkiem, tłem do sprawy istotnej. Bo sednem sprawy jest własny przykład, pokazywanie dziecku swojej wiary, także z jej słabościami, oraz życie tym, co dziecku tak pragnie się przekazać.

W domowej katechezie, podobnie jak w wychowaniu ogólnym, należy kierować się podstawową zasadą: od pierwszego kontaktu słownego z dzieckiem mówi mu się prawdę i tylko prawdę! Nie wolno, kierując się dostosowaniem przekazu do poziomu małego dziecka, przekazywać mu żadnych informacji, które później trzeba by odwoływać. Mimo iż dziecko, zwłaszcza około czwartego–piątego roku życia, lubi opowiadania o niezwykłych wydarzeniach i wspaniałych bohaterach, nie należy wymyślać dla jego potrzeb nieistniejących postaci czy ubarwiać sytuacji biblijnych. Z czasem dziecko wyraźnie odróżni świat marzeń od realnej rzeczywistości, wobec czego, jeżeli rodzice włączą w opowiadanie religijne nieprawdziwe treści, dziecko odrzuci nie tylko infantylny przekaz, ale także Boga jako jeszcze jedną bajkę [3].

Geiger radzi rodzicom, aby na pytania dzieci o Boga mówili o Jezusie Chrystusie. Podkreśla, iż na ten sposób przekazu wskazywał sam Jezus, kiedy na prośbę Filipa: Panie, pokaż nam Ojca, odpowiedział: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył i Ojca (J 14,9). Nie będzie to żadnym pomniejszeniem chrześcijańskiego wychowania, lecz jego radykalną chrystianizacją [4].

Nie należy jednak ukazywać Jezusa jako odległego, nieobecnego na ziemi, ale mówić o Nim jako o bliskim, trwającym w nowym wcieleniu, we wspólnocie wierzących. Doskonałym czasem do mówienia dziecku o Bogu jest okres dziecięcych pytań. Dziecko, coraz bardziej wzrastając, rozgląda się po świecie i odkrywa wszystko, co wokół niego się dzieje. Nowe i nieznane jeszcze fragmenty świata wzbudzają zaciekawie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy