Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody pracy

31 maja 2021

NR 9 (Maj 2021)

Zestaw katechety, czyli Pismo Święte do użytku wewnętrznego

43

Śmiało można powiedzieć, że obecne, bardzo kryzysowe czasy negatywnie odbijają się nie tylko na sytuacji katechezy w szkołach, ale również na kondycji nas, katechetów. Co chwilę słyszymy o tym, że młodzież masowo wypisuje się z religii. Do tego dochodzą bardzo poważne sprawy i oskarżenia ludzi Kościoła dotyczące pedofilii i związanych z nią spraw sądowych, które niestety ciągną się latami.

Moim zdaniem to, że takie informacje pojawiają się w mediach, nie zawsze musi być czymś, co jest złe i atakuje Kościół. Chociaż nie przypuszczam też, że wszyscy dziennikarze, którzy o tym piszą, mają na względzie dobro wspólnoty Kościoła. Grzech trzeba nazwać grzechem, przyznać się do niego, prosić o przebaczenie i odpokutować. Ci, którzy zranili drugą osobę, muszą też ponieść konsekwencje swojego zachowania.

Zawsze jednak, gdy tego typu sytuacje pojawiają się, to my jako katecheci jesteśmy tymi, do których nasi uczniowie zgłaszają swoje zastrzeżenia, pytania, niekiedy też oskarżenia i wątpliwości. Kiedyś mój dawny proboszcz powiedział: „Wy, katecheci, jesteście na pierwszej linii frontu” i miał sporo racji, chociaż nie uznaję tego jako walki, bo przecież do kogo mają się zwrócić nasi uczniowie ze sprawami dotyczącymi wiary i Kościoła jak nie do nas? 

To, co młodzi doskonale widzą, to jest obłuda w Kościele. I trzeba sobie jasno powiedzieć, że ten grzech jest wśród nas obecny. Mówi się bowiem o walce z grzechem, o pokucie, a często jednak sami ludzie Kościoła tego nie robią. Mówi się o życiu ubogim, ale czy naprawdę nasi duszpasterze żyją ubogo? Mówi się o szczerości, ale czy naprawdę żyjemy tą szczerością? W końcu bardzo dużo mówimy o modlitwie, ale czy sami ją traktujemy na poważnie?

Jest tych pytań sporo. Młodzi widzą, jak żyją ich duszpasterze i katecheci. To nie jest coś, co da się ukryć. To nam się tak wydaje, że pewne sprawy możemy zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Tak jednak nie jest.

I niech tak będzie, bo dla ludzi ma­­­­­­­­­­­­­my być kimś niesamowicie przejrzystym – jako katecheci, a w przypadku duszpasterzy jeszcze bardziej to powinno być wymagane. Nie mam tu na myśli tego, że uczniowie mają o nas wszystko wiedzieć, bo pewna sfera prywatności zawsze musi być zachowana. Chodzi mi o to, że jako ich katecheci, duszpasterze, czy też wychowawcy i opiekunowie nie powinniśmy przed nimi udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Mamy być sobą. Jednak co to znaczy? To znaczy, że mamy również zadbać o siebie. 

Kiedy mówimy młodym o modlitwie, to nie bójmy się też dać im przykładu swojej modlitwy. Z drugiej strony, sami o niej nie zapominajmy. Nie tak dawno pomagałem jednej z sióstr katechetek pracujących przy mojej parafii w rekolekcjach wielkopostnych dla klas IV–VIII w szkole, w której ona pracuje. Siostra poprosiła, abym mniej więcej w 15–20 minut powiedział młodzieży o tym, co może nas blokować przed spotkaniem z Panem Bogiem. Gdy przygotowywałem się do tej wypowiedzi, od razu przyszło mi na myśl, że chodzi tu przede wszystkim o grzech. I pewnie wielu z nas podobnie by zaczęło. Coś mnie jednak zastanowiło. Bo oczywiście, że grzech jest czymś najpoważniejszym, co odciąga nas od Boga, ale nie od niego zacząłem swoją wypowiedź. Zacząłem od letniości. 

POLECAMY

Czym jest „letniość”? 

„Letniość” przejawia się m.in. w tym, że nie podchodzę na serio do wszys­­tkich spraw związanych z moim życiem duchowym. Nie znajduję czasu na modlitwę, poddaję się, gdy ona mi nie idzie, raz na jakiś czas uczestniczę w niedzielnej Eucharystii. Ta „letniość” może dopaść również nas, katechetów. A przecież nie możemy być letni, tylko albo zimni, albo gorący. Nie możemy udawać, że dbamy o swoją modlitwę w momencie, kiedy tak naprawdę nie jest. 

Przyznam, że od dłuższego czasu sam zastanawiam się nad tym, czy jestem letni, czy nie, oraz czego potrzeba mi, aby jeszcze bardziej rozpalić mój wewnętrzny, duchowy ogień. Doszedłem do wniosku, że jest kilka rzeczy, które mogą mi pomóc w jeszcze większym rozpaleniu tego wewnętrznego płomienia. 

Jeżeli nie będzie się dokładać drewna do ogniska, to prędzej czy później ogień zacznie być coraz mniejszy. Co jest moim polanem, które mogę dorzucić? To przede wszystkim modlitwa. To też będzie dobra lektura duchowa, jak również regularne przystępowanie do sakramentów. O tych kilku rzeczach chcę teraz trochę napisać. 

Modlitwa to jest podstawa. O niej już kiedyś pisałem na łamach naszego pisma. Ona i sakramenty są podstawą naszego duchowego wzrostu. To jest najważniejsze i najlepsze paliwo. O pewnym sposobie modlitwy będzie mowa w dalszej części, natomiast pozwólcie, że na moment zatrzymam się nad lekturami. 
 

Podstawową lekturą dla każdego katechety nie jest podręcznik metodyczny czy też podręcznik do katechezy. Zawsze będzie nią Pismo Święte. Ono przecież jest dla każdego z nas Słowem Najwyższego. Jeżeli tego Słowa zabraknie, to o czym naprawdę będziemy mówić naszym uczniom? To właśnie Biblia jest najlepszą dla nas pomocą w katechezie, ale przede wszystkim w rozwoju naszego duchowego życia. 


Kolejną dobrą propozycją jest lektura z zakresu duchowości. I tutaj w zależności od tego, jaki typ du­­chowości bardziej nam pasuje, ma­­­­­my wiele możliwości do wyboru. Jedni pójdą w pisma mistyków, ktoś jeszcze w pisma Ojców Kościoła. Dla kogoś dobrą lekturą duchową będzie czytanie rozważań różańcowych czy żywotów świętych, natomiast ktoś inny będzie czytał książki śp. ks. Pawlukiewicza czy też różnych autorów związanych z Odnową w Duchu Świętym. Każdy z nas na pewno coś dla siebie znajdzie odpowiedniego. 

Co do mnie, to od jakiegoś czasu bardzo podchodzą mi książki z zak­resu hagiografii Ojców Pustyni. Za­­­częło się od tego, że kilka miesięcy temu podczas swoich wakacji udałem się do moich współbraci mieszkających na krakowskich Przegorzałach, aby tam trochę z dala od miasta odpocząć, ale przede wszystkim przeżyć swoje ośmiodniowe rekolekcje. W ramach lektury duchowej czytałem książki dotyczące Modlitwy Jezusowej oraz miałem okazję przyjrzeć się bardziej Apoftegmatom i żywotom Ojców Pustyni. Pomogły mi w tym pozycje z wydawnictwa prowadzonego przez oo. benedyktynów, jak również podcast prowadzony przez nich na jednym z serwisów. Był to czas zwłaszcza głębokiego spotkania z Bogiem na modlitwie, jak również odkrywania go w lekturze Pisma Świętego i właśnie poprzez świadectwa pierwszych mnichów. Efektem tego były oczywiście dobre rekolekcje, ale również otwarcie się na duchowość, która wcześniej była mi praktycznie obca.

W ogóle jestem człowiekiem, który lubi sporo czytać. Dobra lektura duchowa zawsze znajdzie u mnie swoje miejsce. Oczywiście pojęcie „dobra lektura” jest czymś bardzo subiektywnym, bo każdy z nas ma inne potrzeby, gusta itp. 

Nie tak dawno zaskoczyłem jednego dominikanina, kiedy powiedziałem mu, że w ramach mojej lektury duchowej czytam właśnie jedną z książek napisaną przez jego współbrata. Zdziwienie, jakie wypisane było na jego twarzy, było naprawdę spore. Tak – jezuici czytają dominikanów, ale wierzę również, że dominikanie czytają jezuitów. O pięknej, chociaż niekiedy szorstkiej „miłości” jezuicko-dominikańskiej być może kiedyś powstanie jakiś artykuł. Być może czyta ten tekst jakiś dominikanin, któremu w tym momencie chciałbym powiedzieć, że bardzo dziękuję za Wodza. Jedni lubią o. Szustaka, a ja jakoś od niedawna lubię poczytać teksty o. Nowaka. Ale dosyć już tej jezuicko-dominikańskiej serdeczności.

Chodzi mi o to, że w naszym rozwoju duchowym (i zawodowym również) nie można stać w miejscu. Trzeba pomagać sobie przez modlitwę i dobrą lekturę. Najlepiej, aby tą codzienną lekturą było Słowo Boże. Można sobie zadać pytanie dotykające właśnie Pisma Świętego. Jak często po nie sięgam, nie tylko jako katecheta? Łatwo sobie powiedzieć, że korzystam z Niego podczas każdego spotkania z młodzieżą czy w trakcie przygotowania kandydatów do bierzmowania lub wtedy, gdy prowadzę katechezę (w szkole lub wirtualnie). Pytanie dotyczy twojego i mojego korzystania z Pisma Świętego na co dzień. Tak więc, jak z tym jest? Czy możesz o sobie powiedzieć, że jesteś regularnym czytelnikiem Słowa Pańskiego? Czy potrafisz się Nim karmić? A może wprost przeciwnie? Może zaglądasz na karty Ewangelii bardzo sporadycznie, tylko w tych momentach, w których potrzebujesz znaleźć jakiś fragment, który może się przydać na katechezie? 
 


Czytaj. Daj sobie na to czas. Niczego przez to nie stracisz, a możesz jeszcze bardziej na tym zyskać. Niech tekst Pisma Świętego będzie dla Ciebie instrukcją obsługi Twojego życia. Niech ten tekst zaskakuje, szokuje, zadaje pytania, prowadzi do refleksji. Niech również pociesza i dodaje sił w momencie, gdy przeżywasz trudne chwile, gdy nie wiesz, co zrobić z nimi, ale również i ze sobą. 

Kościół proponuje kilka sposobów zatrzymania się nad Pismem Świętym. Po pierwsze, zachęca do jego stałej lektury. Inna propozycja to odniesienie danego fragmentu do swojego życia. Jeszcze inna kwestia to metoda lectio divina, medytacja Słowa Bożego czy też jego kontemplacja. 

Święty Ignacy w Ćwiczeniach Du­­chowych (dalej: ĆD) proponuje, aby człowiek, który chce je przeżyć, w swojej modlitwie wykorzystał również swoje zmysły. Tak więc czytając czy też medytując dany fragment, można sp...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy