Świętość, czyli najpiękniejsza normalność

Temat numeru Otwarty dostęp

Najbardziej dojrzały jest ten człowiek, który staje się kimś coraz bardziej podobnym do Boga. Nikt z nas nie został bowiem stworzony na swoje własne podobieństwo czy na podobieństwo innych ludzi, lecz na podobieństwo Stwórcy. Dobrze zrozumiał to św. Paweł, gdy napisał: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Świętość to wchodzenie na drogę rozwoju bez końca, gdyż w żadnej fazie życia nie jesteśmy aż tak bardzo podobni do Boga, żebyśmy nie mogli stawać się jeszcze bardziej do Niego podobnymi w miłości, mądrości, wolności i radości dzieci Bożych.

Karykatury świętości

Największym marzeniem Boga wobec każdego z nas jest to, żebyśmy stawali się coraz bardziej świętymi, podobnie jak On jest święty. Sporo chrześcijan ma niezgodne z Ewangelią wyobrażenia na temat świętości. Niektórzy mylą świętość z doskonałością. Taki błąd popełnili pierwsi ludzie. Adam i Ewa przecenili samych siebie. Uwierzyli w to, że bez pomocy Boga osiągną szczyt mądrości, czyli że sami odróżnią dobro od zła, szczęście od nieszczęścia, błogosławieństwo od przekleństwa. Wmówili sobie, że staną się wręcz jak bogowie. Kto myli świętość z doskonałością, ten powtarza dramat grzechu pierworodnego. Taki człowiek próbuje być na równi z Bogiem. Prawdziwy święty to ktoś, kto jest realistą. To ktoś, kto mówi sobie prawdę o swoich dobrych i złych cechach, a także o błędach, jakie popełnia. Dostrzega on swoje ograniczenia i grzechy. Nie próbuje, żeby być jak Bóg, lecz żeby stawać się kimś coraz bardziej podobnym do Boga. Święty stawia sobie twarde wymagania, bo pragnie kochać Boga, siebie i bliźniego dojrzałą miłością, mimo tego, że pozostaje niedoskonały w sferze cielesnej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej, moralnej, religijnej czy społecznej. Świętość mylona z perfekcjonizmem i doskonałością nie pociąga, lecz słusznie odstrasza i zniechęca.
Błąd drugi w patrzeniu na świętość to kojarzenie jej z cierpiętnictwem, z naiwnym dźwiganiem niezawinionego krzyża, z nadstawianiem drugiego policzka, z byciem poniżanym i dręczonym. Kto ulega tego typu karykaturze świętości, ten jest przekonany, że święty to ktoś, kto nie ma prawa cieszyć się życiem i kto nie ma prawa bronić się przed krzywdzicielami. Niektórzy ludzie mają tak bardzo wypaczone wyobrażenia o świętości, że szczytu rozwoju nie widzą w miłości, lecz w umartwieniu, ekspiacji, a nawet w samoudręce, do popadania w skrajną ascezę i samobiczowanie się włącznie. Kto ulega tego typu wypaczonemu patrzeniu na świętość, ten w równie wypaczony sposób interpretuje Ewangelię, bo nie dostrzega, że Jezus promieniował radością i nie nadstawiał drugiego policzka, lecz stanowczo bronił się przed krzywdzicielami. Święci to nie wspólnota ludzi cierpiących, lecz wspólnota ludzi kochających. Święci poważnie traktują słowa Jezusa o Bogu, który kocha i który pragnie, byśmy odnosili się do siebie z miłością, bo wtedy będą znikać krzyże i cierpienia: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11).
Błąd trzeci w patrzeniu na świętość to utożsamianie jej z pobożnością i traktowanie praktyk religijnych jako jedynego albo jako najważniejszego sprawdzianu świętości. W tej perspektywie święty to jakiś religijny fanatyk czy wręcz dewot, który niemal nie wychodzi z kościoła. Tymczasem w świetle Ewangelii jedynym nieomylnym sprawdzianem świętości jest miłość, a nie pobożność. Kto dużo się modli i regularnie korzysta z Eucharystii oraz innych sakramentów, lecz nie okazuje miłości swoim bliskim i innym ludziom, ten łudzi samego siebie, że wszedł na drogę świętości. Jezus stanowczo ostrzega przed myleniem pobożności ze świętością: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). Najtrudniej jest pomóc w nawróceniu...

Ten artykuł jest dostępny tylko dla zarejestrowanych użytkowników.

Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się.

Przypisy