Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru , Otwarty dostęp

17 sierpnia 2022

NR 16 (Lipiec 2022)

O tym, jak Bible Journaling odmienił moje życie

0 57

Wybierając kierunek studiów, często jeszcze tak do końca nie wiemy, co chcielibyśmy robić przez całe nasze życie. Mamy w głowie jakiś plan, wizję naszej codzienności, zakładamy sobie pewne ramy czasowe, w których mamy się wyrobić z naszymi osiągnięciami. Szukamy stabilizacji, pewnego gruntu, by dobrze przygotować się do dorosłego życia i założenia rodziny. I ja taki obraz przyszłości również miałam. Widziałam się jako główna księgowa biura rachunkowego albo odpowiedzialny, biegły rewident, który przeprowadza audyty i rewizje finansowe. Pani z biura, ze skórzaną aktówką i toną papierów na biurku. Tymczasem moje miejsce pracy przepełnione jest kolorowymi długopisami, taśmami washi, naklejkami z katolickimi hasłami, zakreślaczami, kredkami, książkami, a to wszystko przy otwartym Piśmie Świętym. To, czym zajmuję się dzisiaj w moim życiu, jest doskonałym przykładem na to, że nasze ludzkie plany mogą się szybko zmienić, bo Bóg lepiej wie, co w danym czasie będzie dla nas dobre. 
 

POLECAMY


Nigdy nie byłam szczególnie obrażona na Pana Boga, nie miałam ciężkiego kryzysu wiary. Bardziej określiłabym to nierozumieniem, że z Bogiem buduje się relację całe życie. Przecież pochodzę z katolickiego domu, w którym w dzieciństwie czytaliśmy przed snem Biblię, odmawialiśmy wspólnie pacierz, z radością przyjmowałam kolejne sakramenty. Zabrakło jednak mojego zaangażowania, zainteresowania, pragnienia, by dać z siebie coś więcej. W otoczeniu niewiele moich znajomych angażowało się w życie Kościoła, sama także nie należałam ani do wspólnoty, ani innych kręgów, kółek, oaz czy scholi. Pamiętam sytuację, gdy pewnego razu wracałam z uczelni busem do domu, a w niewielkiej odległości ode mnie siedziała dziewczyna czytająca Biblię. Poczułam się skrępowana, z góry oceniając ją jako „nawiedzoną”, bo przecież można czytać w drodze powrotnej ciekawsze, bardziej rozrywkowe książki niż Pismo Święte. Uśmiecham się teraz i kręcę głową na to wspomnienie. Czuję, jakbym dostała mały pstryczek w nos, na znak tego, że życie bywa bardzo przewrotne i nasze wartości, wraz z doświadczeniami, mogą się mocno zmienić.
 


Okres wczesnego macierzyństwa był dla mnie dość trudny. Wielogodzinny poród skończył się cesarskim cięciem, nawały pokarmów, alergie dziecka i moja restrykcyjna dieta, bo bardzo pragnęłam wykarmić Matyldę piersią. Codzienność i życie mamy na pełen etat bardzo mnie pochłaniało – w dodatku córka była „nieodkładalna” – tylko ręce i zapach mamy uspokajały ją. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jestem ja? Ja – Jagoda, żona, kobieta, wesoła dziewczyna, kochająca biegać, mająca zawsze wiele pomysłów? Wszelkie moje pasje, blogowanie odłożyłam na bok, bo po prostu doba była dla mnie za krótka.

Podczas dziennych i nocnych karmień zaczytywałam się w powieściach. Była to dla mnie duża odskocznia, jedyna aktywność, która pozwalała oderwać się nieco od powtarzalnych czynności. Sięgałam po różne gatunki literackie, w zależności od aktualnych rekomendacji czy nowości wydawniczych. Były to także książki o rozwoju duchowym, o wierze katolickiej. Przyszło do mnie takie natchnienie, jak wierzę, od Ducha Świętego, by zacząć także sięgać po Pismo Święte. Brakowało mi ciszy, oddechu. Chciałam poczuć takie Boże przytulenie, usłyszeć Słowo, które mnie nakarmi. W dniu moich trzydziestych urodzin kupiłam sobie pierwszą osobistą Biblię. Piękne wydanie, pozłacane brzegi, w oprawie na zamek – cudowna pamiątka! Nie wiedziałam tak do końca, od czego mam zacząć lekturę, więc uznałam, że najlepiej będzie tak po prostu – od początku. Mimo wielu starań, nie potrafiłam złapać swojego rytmu, nie byłam w tym systematyczna. Stary Testament jest także o wiele trudniejszy. Na przykład Księga Rodzaju i fragmenty opisujące członków rodziny (Rdz 15,3): „Jokszan zrodził Sabę, Tamana i Dedana. Synami Dedana byli Rauel i Abdeel oraz Aszszurim, Letuszim i Leummim. Synowi Midiana: Efa, Efer, Henoch, Abida i Eldaa. Ci wszyscy byli potomkami Ketury” – powiedzmy szczerze – były dla mnie mocno zniechęcające. Czułam się znużona i pierwszą moją myślą było to, że przecież i tak z tego nic nie zapamiętam. Odłożyłam Biblię na bok, bo nie umiałam się w niej odnaleźć. 

Gdy przyszedł moment większej stabilizacji, opanowałam dietę córki, ona miała też dłuższe drzemki, zaczęłam na nowo mieć taką potrzebę, pragnienie w sercu, by wrócić do aktywnego blogowania. Wcześniej głównie działałam w branży beauty – recenzje kosmetyków, różne większe eventy, spotkania. Czułam, że nie jest to jednak już moja wielka pasja, jak dawniej. Zmieniły się moje priorytety, wartości, zainteresowania. Ciągło mnie bardzo w stronę książek, więc postanowiłam, że prócz odświeżenia wyglądu bloga, zmienię także jego tematykę. Nadam pewne kategorie, choć po jakimś czasie wszystko samo się wyklarowało: najwięcej czasu poświęcałam recenzjom książkowym, a temat wiary wplótł się bardzo naturalnie, przy okazji rozpoczęcia 1 listopada kolejnej w moim życiu Nowenny Pompejańskiej.

Jedną z książek, które wiele zmieniły w moim życiu, jest Mów własnym głosem Reginy Brett. Autorka wiele rozdziałów przeznacza na motywowanie czytelników do pisania, tworzenia notatek, dzienników, ćwiczenia warsztatu pisarskiego. Było to bardzo bliskie memu sercu, gdyż zawsze marzyłam o wydaniu własnej książki. Wracam zawsze do tej pozycji, gdy brakuje mi weny, szukam inspiracji, mam chwile zwątpienia w moje zdolności. Pewnego razu, gdy wróciłam do tej lektury, zatrzymałam się na lekcji 35., która brzmi: „Inspiracje znajdziesz wszędzie”. Dało mi to pewien sygnał, nadzieję, że może właśnie tu znajdę kilka słów pokrzepienia, których potrzebowałam w tamtym momencie. Pamiętam dokładnie zdanie, które wtedy przeczytałam, przy którym zatrzymałam się na dłużej: „Otwórz się na nowe hobby”. Poczułam żywe działanie Pana Boga, jakby pokazywał mi to zdanie palcem, dając podpowiedź, że muszę się bardziej zaangażować, ale też otworzyć swoje serce. „Effatha! Otwórz się!” – takie zdanie niedługo po tym przyszło do mnie także w Słowie. 

To był także okres, gdy moja córka była już nieco starsza i sporo czasu spędzała nad swoimi pierwszymi kolorowankami. Zabawa świetna, ale wiadomo – w towarzystwie mamy – jeszcze lepsza! I tak obie wśród rozsypanych kredek spędzałyśmy czas na kolorowaniu. Pomyślałam, że może warto byłoby rozejrzeć się za kolorowankami dla dorosłych, żebym rzeczywiście też miała z tego jakąś większą przyjemność, bo mówiąc szczerze – ta aktywność działała na mnie kojąco. W internecie znalazłam kolorowanki o nazwie „Radość” i „Szczęście”. Nie tylko pobudziły kreatywność, wzmocniły koncentrację, ale także dały mi prawdziwie Boży czas! Z jednej strony zawierały wybrane fragmenty z Pisma Świętego, by móc je rozważać, a z drugiej wzór, rysunek do pokolorowania, by móc jeszcze dłużej, ale w sposób kreatywny, twórczy pobyć ze Słowem. 

I tak bawiąc się z moją dwulatką, wszystko to, czemu ostatnio w wolnych chwilach poświęcałam swoją uwagę – modlitwa, lektura Pisma Świętego, duchowy wzrost – zaczęło się łączyć z urokami macierzyństwa, czyli moją codziennością przy dzieciach. Słowo Boże zaczęło łączyć się w mojej wyobraźni z rysunkiem i czułam, że jest to moment, w którym właśnie zaczynam otwierać się na nową pasję.
 


Na pierwsze piękne zdjęcia kolorowych stron Biblii trafiłam na Instagramie. Bible Journaling, który przetłumaczyć możemy jako „biblijne pamiętnikowanie”, zachwycił mnie artystycznym przekazem opartym na wybranym fragmencie z Pisma. Kreatywna notatka, z kolorem w tle, rysunkiem, naklejką – widząc takie żywe Słowo, miałam ochotę usiąść i samej działać w podobny sposób! Poczułam zew, pragnienie, by być bliżej Pana, poznawać historie spisane na kartach Biblii, wyciągać z tekstu jak najwięcej. Wiedziałam, że na polskim rynku nie ma wydania Pisma Świętego przeznaczonego do tworzenia – z szerokim marginesem, grubszymi stronami – ale za to Biblie z komentarzem mają całkiem sporo dodatkowego miejsca, które mogłabym wykorzystać. Spróbowałam więc swoich sił i przy Psalmie 92 narysowałam skały, kwiaty. Przepisałam zdanie z tekstu, ozdobiłam strony taśmą washi. Spędziłam ze Słowem znacznie więcej czasu niż zwykle i do dzisiaj dokładnie pamiętam, że od tego fragmentu zaczęłam moje „pamiętnikowanie”. Chciałam więcej! 

Szukałam własnej drogi rozważania, spędzania czasu z Pismem Świętym, przeglądając i poszukując inspiracji na wszystkim znanym Pintereście. Mogłabym godzinami wertować zakładki związane z Bible journalingiem! Kolorowe marginesy, piękne rysunki, strzałki, notatki, zakreślenia – taki obraz powodował u mnie myśli, że nareszcie widzę Biblię, która żyje, jest używana, jest osobista, spersonalizowana. Na marginesach zapisuje się historia naszych myśli, emocji, tego, jak odbieramy biblijne przesłanie danego dnia. Szybko pojęłam, na czym polega ten rodzaj modlitwy, choć przyznam, że samodzielnie musiałam także dojść do tego, w jaki sposób tworzyć swoje notatki. Na początku, gdy tak bardzo byłam zafascynowana kolorowymi stronami, które obserwowałam na zagranicznych profilach, to bardzo chciałam potrafić zapełniać je rysunkami w ten sam sposób, co ich autorzy. Pamiętam taką sytuację, gdy wybrałam kolejny fragment do kreatywnych rozważań i idąc za przykładem – dałam się ponieść artystycznej wizji. Wszystko może byłoby dobrze, ale nie wzięłam pod uwagę, że jednak moje Pismo Święte nie ma grubych stron, a marginesy, mimo że jakieś małe są, to jednak nie mają tyle miejsca do notatek, co wersje Biblii przeznaczone do tego rodzaju kreatywnych działań. Przykleiłam naklejki, zrobiłam kleksy z farb akwarelowych, przepisałam kilka zdań tekstu, wykonałam kilka rysunków i na samym końcu, gdy spojrzałam na „dzieło”, które wykonałam, pomyślałam sobie, że to nie jest moje. Nie chcę farbą przykrywać tekstu biblijnego. To Słowo zawsze ma być w centrum, ono tu jest najważniejsze, a ja nie mogę robić tak, jak inni. Zakreślać tekstu w miejscu, gdzie ktoś inny zaznaczył ważne słowo. Podkreślać zdania, które widzę, że jest wyróżnione u kogoś innego. Zrobić odnośnik strzałką do fragmentu, który kogoś poruszył – bo przecież mnie mogło poruszyć coś zupełnie innego! Dzięki tej sytuacji zrozumiałam, jakie to jest istotne – słuchać poruszeń własnego serca. Obserwować swoje emocje, reakcje, wzruszenia. Zapisywać słowa, które odnosimy do własnego życia i doświadczeń. Odszukiwać siebie na kartach Pisma Świętego.
 


Odkąd zaczęłam w swoich social mediach dzielić się zamiłowaniem do Bible journalingu, dostaję wiele pytań o ten rodzaj modlitwy. Od czego zacząć? Jaki fragment wybrać jako pierwszy? Jak stawiać pierwsze kroki w tworzeniu kreatywnych notatek? Coraz więcej osób widzi w tej aktywności nie tylko działanie, które ma na celu wykonanie ciekawej pracy plastycznej, ale właśnie jeden ze sposobów medytacji Słowa, która zmienia naszą relację z Bogiem. W odpowiedzi na pytania moich odbiorców wyróżniłam pięć kroków do skutecznego Bible journalingu, które pomogą nam uporządkować myśli i trochę naprowadzą, od czego możemy zacząć „biblijne pamiętnikowanie”:

Pomódl się

Poproś Boga w modlitwie, aby przemówił do Ciebie poprzez Słowo, aby dał Ci znak do przemyśleń, rozważań, aby ten czas był dla Ciebie ubogacający. Stwórz sobie do tego wygodne, ciche miejsce, zapal świecę, zaparz ulubioną herbatę. Bez modlitwy, skupienia, zatrzymania się ciężko jest otworzyć się na to, co Pan chce nam przekazać.
 


Otwórz…!

W książce abp. Grzegorza Rysia Weź i słuchaj. O Piśmie, które stało się Słowem już na samym początku przeczytamy, że czytanie Pisma Świętego wymaga od nas podwójnego otwarcia. Najpierw trzeba otworzyć Biblię, a następnie otworzyć swój umysł, by zrozumieć Słowo. To najważniejsze otwarcia, których musimy dokonać, chcąc obcować ze słowem Bożym. To bardzo ważne, by potrafić przyjmować i wcielać w nasze życie to, co już rozumiemy z tekstu przez nas przeczytanego.

Przeczytaj

Wybierz i przeczytaj fragment Pisma Świętego. Jeśli nie potrafisz wybrać tekstu samodzielnie, nie wiesz, jaką Księgę wybrać, może zapytaj samego siebie: jak się dzisiaj czuję? Czego potrzebuję? Może masz ciężki okres w życiu, ogarnęła Cię ciemność i potrzebujesz słów, które będą światłem? Może przed Tobą jakaś trudna decyzja i potrzebujesz słów, które będą drogowskazem? Korzystaj z tego, co dostępne! Wpisując w Google „cytat z Pisma Świętego – nadzieja”, na pewno trafisz na werset, który Cię pokrzepi! Jeśli jednak chcesz inaczej wybrać fragment – możesz skorzystać z planu czytania Biblii, z czytania dziennego, wylosować cytat. Jak już się zdecydujesz – pamiętaj, że możesz posiłkować się w swoich rozważaniach dodatkowymi źródłami, które Cię zainspirują, pomogą Ci lepiej zrozumieć Słowo. Sięgnij do komentarza, który rozjaśni Twoje spojrzenie. 
 


Zanotuj

W książce Krąg biblijny Romana Brandstaettera znajdziemy wskazówkę, by Biblię czytać z ołówkiem w ręce:

„Pismo Święte powinno być w miarę podniszczone, w miarę zabrudzone, w miarę postrzępione, ze śladami palców na rogach stronnic, zapisane na marginesie drobnym pismem i upstrzone różnokolorowymi podkreśleniami, przypominającymi mosty przerzucone nad przepaściami. 
[...] Nie bójmy się notować na marginesie tej księgi naszych wzruszeń, które przeżywamy podczas jej czytania. [...] I wreszcie nie bójmy się podkreślać ołówkiem albo ujmować w nawiasy tych fragmentów, do których ze względu na ich piękno wewnętrzne i kształt myśli, pragniemy wielokrotnie powracać” (s. 128).

Zrób zatem początkowe notatki, zaznaczaj w tekście słowa, które do Ciebie trafiają, które są ważne, może jakieś zwroty lub krótki fragment szczególnie zwraca Twoją uwagę? Możesz także oznaczać swoje zapiski datą, by tworzyć w Biblii pewną...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy