Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój osobisty katechety

16 lipca 2020

NR 4 (Lipiec 2020)

Modlitwa katechety

21

Modlitwa każdego katechety wygląda inaczej, ponieważ każdy z nas ma do niej bardzo osobiste podejście. Chciałbym podzielić się moim własnym doświadczeniem przeżywania czasu modlitwy. Wiem, że sam, będąc w tej kwestii w ciągłej drodze i poznawaniu Pana Boga, mogę już wypowiadać się w tym temacie bardziej osobiście.

Jest poniedziałek. Czekam na stacji Gdynia Główna na pociąg SKM w stronę Gdańska Głównego. Od kilku miesięcy mieszkam w Gdyni. Blisko pół godziny jazdy do ukochanego miasta spędzam albo słuchając spokojnej muzyki, albo czytając kolejną już książkę z dziedziny „tych moich ulubionych”. Wysiadam na stacji, idę dalej podziemnym tunelem, wychodzę obok kina, za którego budynkiem znajduje się jeden z wielu gdańskich, starych kościołów. Bocznym wejściem wchodzę do kaplicy adoracji, gdzie księża każdego dnia od wczesnych godzin porannych aż do późnych wieczornych siedzą w konfesjonale i spowiadają. Czasami kolejka do spowiedzi jest dłuższa, a czasami (ale bardzo rzadko) nikt nie stoi przy konfesjonale. Za to zawsze ktoś siedzi lub klęczy w ławce, bo na ołtarzu wystawiony jest Najświętszy Sakrament. 
Piękny – niedawno odnowiony – kościół św. Józefa od wielu lat jest dla mnie bardzo ważnym miejscem na mapie Trójmiasta. To tutaj, kiedy byłem w szkole policealnej, jeżdżąc wcześnie rano na praktyki, zachodziłem często na modlitwę. Po wielu latach, gdy wróciłem do Trójmiasta, staram się raz w tygodniu, o ile obowiązki mi na to pozwalają, przyjechać tutaj i pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem. Dlaczego? Bo to dla mnie ważne i bardzo potrzebne.

Oczywiście, mam tę radość, że w moim domu zakonnym jest kaplica i mógłbym robić dla siebie wystawienie każdego dnia, ale jestem z tych ludzi, którzy muszą raz na jakiś czas wybrać się gdzieś indziej, aby się pomodlić. Po prostu wyjść z domu, udać się w małą pielgrzymkę i w konkretnym miejscu pobyć przed Bogiem.

Wyjście z domu to również okazja, aby w drodze trochę wsłuchać się w samego siebie; w to, co mi gra w duszy, czym teraz żyję, o czym chcę Bogu powiedzieć, gdy dojadę na miejsce. Pomaga przy tym spokojna muzyka i odpowiednia lektura. U mnie z tą lekturą jest tak, że dotyczy ona treści albo ściśle związanych z wiarą, albo z alpinizmem. Jakoś te dwie dziedziny literatury ostatnio bardzo mnie interesują. Czasami sama podróż już jest okazją do modlitwy. Różaniec w kolejce to również ciekawe doświadczenie. Sądzę, że wielu z nas modli się w drodze do pracy czy na zakupy, jednak czy to nam wystarczy?
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Czy czasami mieliście ochotę rzucić wszystko i pobyć samemu? Albo może szukacie jakiejś sposobności do tego, aby pewne sprawy na spokojnie przemodlić? W natłoku różnych spotkań, kartkówek, krzyku na korytarzach, czasami nieporozumień z dyrekcją albo w momencie, gdy przeżywamy nieswoje problemy, bo uczniowie jasno o nich nam mówią… nagle okazuje się, że musimy o tym komuś powiedzieć. Tym kimś może być inny nauczyciel lub Pan Bóg. I jako ludzie wierzący szukamy Go w modlitwie. Pan Bóg jest tym, który zawsze słucha. Może niekiedy nie jesteśmy w stanie usłyszeć Jego odpowiedzi, ale możemy mieć przynajmniej tę pewność, że każda nasza modlitwa jest wysłuchana. O tym jestem święcie przekonany. 

Stacja Gdańsk Główny. Wielu ludzi spieszy się, jedni na pociąg, inni na autobus, ktoś jeszcze wbiega schodami w górę na przystanek tramwajowy. Wszystkim nam towarzyszy pośpiech. Kiedy pracowałem swego czasu w Warszawie, pośpiech ten był szczególnie widoczny w porannych i popołudniowych godzinach szczytu w metrze. Ludzie wbiegający i zbiegający ze schodów, obowiązkowo wolna lewa strona na ruchomych schodach dla tych, którzy szybko chcą dostać się na peron lub z niego wyjść. Wielu ludzi trzyma w rękach kubki z kawą kupioną w kiosku. Wszędzie tłok i pośpiech. Ktoś spóźnia się na kolejkę metra, drzwi zamykają mu się przed nosem, pojawia się zdanie nie za bardzo pochwalające maszynistę, który odjeżdża z peronu, ale spokojnie, bo za kilkanaście, kilkadziesiąt sekund nadjeżdża nowy skład. 

Niestety żyjemy w ciągłym pośpiechu, który często nie od nas zależy. Mamy czas od–do. Od tej do tej godziny musimy dostać się do pracy. Od tej do tej jesteśmy w szkole czy też często zostajemy po godzinach. Wieczorny powrót do domu również może nie należeć do ciekawych, bo znowu jesteśmy w tłoku, znowu się śpieszymy. I gdzie tu znaleźć czas na modlitwę? Trzeba spróbować. Powalczyć o mój czas dla Pana Boga. I starać się, aby każdego dnia spotkać się z Nim.

Kiedy myślę o modlitwie katechety, to sądzę, że pojawia się jakieś ryzyko definiowania jej jako coś specjalnego, jakiś skonkretyzowany sposób spotkania z Bogiem. Czasami też inni ludzie mogą nas postrzegać w taki sposób, który mówi im, że skoro ktoś jest katechetą, to ma on na pewno sprawdzony przepis na dobrą, spokojną modlitwę, no i w ogóle on sam nie ma z nią żadnego problemu. A przecież doskonale wiemy, że nie jesteśmy nadzwyczajnymi cyborgami, które nie mają problemów ze skupieniem czy rozproszeniami. Mamy swoje przeżycia i dramaty, którymi żyjemy. Czasami trudno nam zabrać się za modlitwę, bo nasze codzienne sprawy tak nam zaprzątają głowę, że możemy w ogóle nie myśleć o modlitwie. Jednak również z tymi naszymi trudnymi sprawami warto stanąć przed Panem Bogiem i po prostu o nich opowiedzieć.
Chciałbym zaproponować kilka sposobów modlitwy, które – uważam – w wielu kwestiach bardzo mi pomogły. Będą to adoracja, modlitwa, na którą składa się dziękczynienie, prośba, przebłaganie i wychwalanie oraz na sam koniec – medytacja ignacjańska.

O adoracji trochę już wcześniej napisałem. Dodam tylko kilka słów. Adoracja to dla mnie, obok uczestnictwa w Eucharystii, ważny czas podczas tygodnia. Na Adoracji klęczę przed samym Bogiem, który jest pod postacią chleba. Nie przeszkadza mi wtedy obecność innych ludzi, a wprost przeciwnie – pomaga mi ona w mojej osobistej modlitwie. Mam też wtedy przeświadczenie, że chociaż każdy modli się osobno, to jednak jest to nasza wspólna modlitwa. Wiem, że nie jestem sam, ale z drugiej strony czuję, że Jezus i ja jesteśmy w tym czasie bezpośrednio przy sobie. I wiem, że mogę Mu wszystko powiedzieć, o wszystko Go zapytać, wygadać się, wypłakać i prosić. 

Inny sposób modlitwy, który staram się praktykować, to taka modlitwa, w której na początku staram się zobaczyć, co w danym czasie (dniu, tygodniu czy miesiącu) było dla mnie niesamowitym błogosławieństwem ze strony Pana Boga. I przechodząc przez konkretne wydarzenia, spotkania i rozmowy, robiąc rachunek sumienia, widzę, jak Pan Bóg niepostrzeżenie niekiedy jest i działa w konkretnych sytuacjach i prowadzi je po swojemu. W ogóle cały ten schemat, gdyż kolejne etapy to prośba, przebłaganie i wychwalanie Pana Boga, jest bardzo podobny do Ignacjańskiego Rachunku Sumienia. W sumie nie tyle podobny, ile wywodzący się z niego. Święty Ignacy z Loyoli w książeczce Ćwiczenia duchowe proponuje Szczegółowy i Ogólny Rachunek Sumienia. W tym momencie będę skupiał się wyłącznie na Ogólnym Rachunku Sumienia. Sądzę, że szczegółowy będzie dobrym tematem na jeden z następnych artykułów. 
 

POLECAMY

Św. Ignacy proponuje w rachunku sumienia następujące kroki:

  1. Dziękować Panu Bogu naszemu za otrzymane dobrodziejstwa.
     
  2. Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz.
     
  3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili obecnego rachunku. Czynić to, przechodząc godzinę po godzinie lub jedną porę dnia po drugiej, a najpierw co do myśli, potem co do słów, a wreszcie co do uczynków.
     
  4. Prosić Pana Boga naszego o przebaczenie win.
     
  5. Postanowić poprawę przy Jego łasce.


Tych pięć punktów jest dla mnie od wielu lat pomocą w moim odkrywaniu Pana Boga na co dzień. Dlaczego są one pomocne w przygotowaniu się do sakramentu pojednania? Dlaczego tak ważne jest, aby na samym początku zobaczyć to, co w danym czasie było dobre? Tradycyjne podejście do rachunku sumienia polega na badaniu i wyciąganiu tylko i wyłącznie tego, co w moim życiu jest negatywne i złe. Pojawia się wtedy ryzyko skrajnie destruktywnego podejścia do siebie. Zaczyna się wyliczanka swoich słabości, niewierności, braków, grzechów itp. To samo pojawia się również w Ignacjańskim Rachunku Sumienia, ale to, co je różni, to przyglądanie się postawie Pana Boga. Dlatego zaczynamy Ogólny Rachunek Sumienia od uświadomienia sobie dobra, które jest wśród nas obecne, aby potem zobaczyć, jak tym dobrem się żyje, jak się je dalej przekazuje i jak się na nie odpowiada. Przede wszystkim ten rodzaj modlitwy ukazuje nam podstawową cechę Pana Boga, to znaczy Jego miłość. W tej modlitwie patrzę na to, jak Pan Bóg mnie kocha. Skoro wszelkie dobro pochodzi od Pana Boga, to znaczy, że patrząc na nie już na samym początku modlitwy, doświadczam niesamowitej miłości Najwyższego. Z tym doświadczeniem przechodzę dalej, czyli krok po kroku poznaję moją odpowiedź na Jego dobro. A tą odpowiedzią niestety nie zawsze jest miłość. Z żalem muszę stwierdzić, że często na miłość Boga i dobro, które pojawia się w moim życiu, odpowiadam grzechem. Często bardzo nieświadomie. Dlatego mogę podjąć kolejny krok, czyli poznać swój grzech, postarać się z nim zerwać, prosić dobrego Boga o przebaczenie i łaskę wytrwania w dobru. Jak pewnie zauważyliście, nie ma w tym schemacie wychwalania Boga.

Czy aby na pewno? Już sam początek, czyli szukanie dobra, które ma miejsce w moim życiu, może być dobrym przyczynkiem do wychwalania naszego Stwórcy. Otrzymuję od Boga tak wiele dobra każdego dnia. Podczas modlitwy mogę to dobro zauważyć czy też konkretnie sobie nazwać. Mogę za nie podziękować i prosić o więcej. Ale przede wszystkim mogę zobaczyć, co z tym dobrem dalej robię. Dlatego też badam swoje sumienie. Taki Rachunek Sumienia pozwala mi przede wszystkim zobaczyć, jak Pan Bóg jest dobry i co mogę zmienić w sobie, aby jeszcze lepiej Bogu i ludziom odwdzięczyć się dobrem za dobro. Mogę, widząc tak wiele łask otrzymanych od Niego, już w trakcie ich poznawania wielbić Boga.

Co ciekawe, na taką modlitwą w ogóle nie potrzeba wiele czasu. To nie jest sposób na modlitwę dłuższą niż kwadrans. Tyle czasu zaleca się na nią rekolektantom podczas rekolekcji ignacjańskich. Za to kładzie się nacisk na to, aby podczas rekolekcji był to jeden ze stałych punktów dnia, a właściwie taki, z którego nie można zrezygnować. 

Os...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy