Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki katechety

31 maja 2021

NR 9 (Maj 2021)

Miłosierny Samarytanin w praktyce

15

Kim jest współczesny Samarytanin? Co dziś oznacza bycie miłosiernym? Czy to tylko archaiczne określenie używane na lekcjach religii? A może to praktyczna szkoła empatii i współczucia pokazująca, jacy powinniśmy być wobec naszych bliźnich? Samarytanie w ówczesnym świecie byli niejako przeciwnikami Żydów, byli odmienni religijne i etnicznie. Czy ta odmienność musi dzielić? Różnica poglądów nie może determinować naszej dobroci względem drugiego człowieka. I właśnie to, czy mimo inności będziemy zdolni do pomocy, świadczy o naszej wrażliwości i człowieczeństwie.

Przypowieść o miłosiernym ­Samarytaninie była zawsze jedną z moich ulubionych ewangelicznych historii. Jest piękna, ale nawet dziś nie jest łatwa w codzien­­­­nej realizac­­ji. „Kto jest moim bliźnim?” – zadawał pytanie Jezusowi pewien znawca prawa. W od­­­powiedzi usłyszał wspomnianą historię.

Przechodzący podróżni z ewangelicznej opowieści nie reagowali, pomimo tego, że widzieli nieszczęście pobitego człowieka pozostawionego na drodze na pewną śmierć. Osoby, które to zrobiły, były świadomymi i wydawać by się mogło „pobożnymi” członkami ówczesnego świata. Dopiero Samarytanin, przedstawiciel narodu, którego współcześni Jezusowi uznawali za obcych i heretyków, pomógł. Człowiek, który z powodu swojej odmienności religijnej oraz etnicznej powinien omijać Żyda, wyciągnał do niego rękę. Dlaczego? Bo zobaczył w nim bliźniego, człowieka, któremu potrzebna była pomoc.

POLECAMY

Moja historia

Był rok 2006 r., kiedy zostałam poproszona o stworzenie grupy wolontariackiej w gimnazjum, w którym pracowałam. Nie wiedziałam za bardzo, co mogę zrobić, jakie działania podjąć, no i jak zachęcić młodzież do wspólnych projektów.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było zapoznanie się z definicją wolontariatu. Określa ją Ustawa o wolontariacie i organizacjach pożytku publicznego z dnia 24 kwietnia 2003 r. z późn. zm.: jest to ochotnicza (dobrowolna) praca na rzecz m.in. organizacji pozarządowych, organizacji kościelnych czy administracji publicznej wykonywana bez wynagrodzenia. Jak każda taka działalność w szkole, i ta wymagała pewnego sformalizowania. Raczej nie lubimy dodatkowej dokumentacji, ale są przypadki, gdy jest ona niezbędna. Wolontariat szkolny miał swój regulamin, każdy z wolontariuszy działał na podstawie porozumienia wolontariackiego. Każdy uczeń i uczennica otrzymywał opinię o swojej pracy, a na koniec gimnazjum dostawał zaświadczenie o odbytym wolontariacie. Podobnie jest teraz w szkole podstawowej.
Potem były rozmowy na lekcjach religii z młodzieżą i rzucenie hasła: kto lubi pomagać, komu możemy pomóc i jak to zrobić? Wszystko to w kontekście czytanej wcześniej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Część młodzieży gimnazjalnej okazała się zainteresowana działalnością wolontariacką. Wprowadzenie systemu dodatkowych punktów za działania wolontariackie do szkoły średniej, co przejęła także szkoła podstawowa, początkowo wzmogło zainteresowanie uczniów, jednak z perspektywy czasu widzę, że Ci, którzy przyszli niejako "po punkty" szybko tracili zapał, a zostawali Ci, który naprawdę chcieli się zaangażować.  

W szkole skupiliśmy się na różnych działaniach. Była to pomoc w nauce, w bibliotece, organizowanie i aktywizowanie działań młodzieżowych. Jako opiekunka Samorządu Uczniowskiego łączyłam te działania z wolontariatem. Następnie zaczęłam szukać możliwości współpracy szkoły z przedstawicielami organizacji pozarządowych w Opolu, bo tu właśnie mieszkam i pracuję. Już wtedy istniało wiele instytucji, ale nie wszyscy wiedzieli, jak można zaangażować gimnazjalistów, a potem uczniom szkoły podstawowej i ponadpodstawowej, którzy byli niepełnoletni. 

Najczęstszymi akcjami było stanie z puszkami na kwestach, wspieranie organizatorów w imprezach sportowych i kulturalnych, oczywiście zawsze pod opieką osób pełnoletnich, tzw. opiekunów wolontariatu. Potem były kampanie 1%, do której zaprosił nas Urząd Miasta. Kampania miała na celu uświadomienie, że 1% naszego podatku przekazywany na konkretną organizację pożytku publicznego może pomóc. Zaczęliśmy być w Opolu rozpoznawalni. Poproszono nas także o współpracę przy Orszaku Trzech Króli, który był organizowany przez Wydział Katechetyczny Opolskiej Kurii. Rozdawaliśmy uczestnikom… korony.Współpracowaliśmy także z odziałem PCK w Opolu przy tzw. śniadaniu wielkanocnym. Frajda dla młodzieży była za każdym razem. 

Potem zaczęła się współpraca ze świetlicami środowiskowymi i przedszkolami, gdzie nasi gimnazjalni wolontariusze często pomagali w zabawie, odrabianiu lekcji czy też po prostu byli do dyspozycji wychowawców. Podobne praktyki i doświadczenia przeniosłam do liceum i szkoły podstawowej, w której pracowałam. 

Szczególnie jedna z organizacji przypadła nam do gustu i to tam poznaliśmy, czym jest prawdziwy wolontariat. Jest to Stowarzyszanie Hospicjum Opolskie – organizacja pożytku publicznego, która prowadzi w Opolu hospicjum stacjonarne i domowe dla osób dorosłych. 
 


Niektórzy mogliby powiedzieć, że hospicjum i młodzież to nie wypada, za strasznie, za wrażliwi, nie teraz. Nic bardziej mylnego. Młodzi ludzie niemający doświadczeń osoby dorosłej wchodzą w to miejsce bez uprzedzeń. Oczywiście żadna osoba nie weszła tam bez konsultacji i zgody rodziców. Pomiędzy szkołami, w których pracowałam, a Stowarzyszeniem zawiązała się wieloletnia współpraca, m.in. w ramach dwóch kampanii społecznych prowadzących przez Stowarzyszenie, tj. kampanii „Hospicjum to też życie” oraz „Pola nadziei”. Każda z nich propagowała ideę hospicyjną właśnie poprzez edukację młodych ludzi oraz wolontariat. W ramach podejmowanych działań odbywało się mnóstwo akcji, przedsięwzięć oraz pikników, dzięki którym wolontariusze mieli okazję poznać pacjentów hospicjum stacjonarnego. 
 


Wszystkie działania pokazały mi, jak wielkie pokłady empatii i wrażliwości ma w sobie młodzież. Ich postawy i starania nauczyły mnie wiele pokory. To oni pokazywali mi w praktyce, kim jest mój bliźni.
Dziś nie pracuję już w szkole, a właśnie w Stowarzyszeniu Hospicjum Opolskie jako koordynatorka wolontariatu i fundraiserka. Moja pasja, bo tym właśnie stał się dla mnie wolontariat, stała się moją pracą. Dziś to ja mam przyjemność współpracować z różnymi organizacjami i placówkami oświatowymi w obszarze wolontariatu. Mając doświadczenie jako nauczycielka i opiekunka wolontariatu w szkole, wiedziałam, czego mogę oczekiwać od szkoły, a szkoła ode mnie. I proszę mi wierzyć, że młodzież i dzieci nie zawiodły. Okazało się, że potrzebne są działania w obszarze społecznym i chrześcijańskim w CARITAS. Moim zdaniem to właśnie na katechezie jest niesamowita możliwość pobudzenia w młodzieży ich wrażliwości. Biorąc pod uwagę kryzys lekcji religii oraz coraz częstsze przypadki wypisywania się z zajęć, zwłaszcza w klasach starszych, uważam, że wolontariat może stać się szansą na pokazanie chrześcijaństwa w praktyce. 

Zdalny wolontariat – dlaczego nie?

W czasie gdy piszę ten artykuł, mija rok od wprowadzenia obostrzeń oraz zdalnego nauczania w szkole. Czy nawet podczas tego trudnego czasu można podjąć jakiekolwiek działania społeczne? Owszem, można, a powiedziałabym nawet, że jest jeszcze większe zapotrzebowanie na takie praktyki. Jak to działa?

Warto zrobić mały rekonesans na temat tego, jakie organizacje, placówki i instytucje działające w naszej miejscowości mogą potrzebować wsparcia. Można się z nimi skontaktować i zapytać, w jaki sposób szkoła może się włączyć w pomoc. Może się zdarzyć, że dana organizacja nie będzie w tym momencie potr...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy