Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój osobisty katechety

8 grudnia 2020

NR 6 (Listopad 2020)

Jak katecheta może przygotować się do świąt Bożego Narodzenia?

116

Adwent zapowiada się nadzwyczaj „ciekawie”. Tutaj słowo „ciekawie” nie na darmo jest w cudzysłowie. Wyobraźcie sobie, że mówię to z przekąsem w głosie. 

Jak zazwyczaj wygląda każdy, normalny Adwent dla katechety? Przygotowanie jasełek w szkołach, uczestnictwo w roratach z dziećmi, przygotowanie okolicznościowej gazetki w szkole, ćwiczenie kolęd z uczniami. Każdy z nas to zna z własnego doświadczenia. Zazwyczaj jest to czas bardzo intensywnej i wymagającej pracy. I to takiej, która niekoniecznie odbywa się w szkole czy w salach parafialnych (kto nie robił ozdób świątecznych do szkoły w swoim domu?). 

Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny Adwent i święta będą przeżywane inaczej niż do tej pory. Przyczyna nazywa się COVID-19. Pozwólcie, że o samym wirusie nie będę się rozpisywał, bo i tak ciągle o nim wszędzie słyszymy. Sami pewnie też doświadczyliśmy jego działania – czy to na sobie, czy na uczniach lub naszych bliskich. 

Mówimy, że Adwent jest czasem radosnego oczekiwania na przyjście Chrystusa. Po pierwsze, przygotowujemy się do dobrego przeżycia świąt Bożego Narodzenia, a po drugie, ten czas ma nam pomóc w przygotowaniu się na ostateczne przyjście Chrystusa. I jedno, i drugie jest dla nas, chrześcijan, sprawą niezwykłej wagi. 

POLECAMY

Adwent – najbardziej pracowity czas dla katechety

Z własnego doświadczenia wiem, że Adwent to szczególnie trudny czas dla nas – katechetów. Dopóki pracowałem w szkole podstawowej, był to czas wszelkiego rodzaju prób do jasełek, uczenia kolęd czy porannego, bardzo wczesnego uczestnictwa z uczniami w roratach. Przyznam otwarcie – talentu do przygotowania jasełek nie miałem, nie mam i chyba mieć nie będę. Zazwyczaj polegało to na przygotowaniu przedstawienia czy koncertu kolęd we współpracy z innymi nauczycielami. I tutaj pierwsza rada: jeżeli nie wiesz, jak się zabrać do jasełek, to po prostu poproś o pomoc w pokoju nauczycielskim. Z pewnością znajdzie się kilka osób, które pomogą i zaangażują w to wydarzenie swoje klasy. 

To tyle, jeżeli chodzi o kwestie sceniczne. Pozwólcie, że przejdę do tych duchowych, bowiem jeśli chodzi o rzeczy okołoświąteczne, to doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje w społeczeństwie już od 3 listopada. Sklepy i ulice zaczynają wyglądać jak żywcem wyjęte ze słodkiego zdjęcia przedstawiającego św. Mikołaja (oczywiście tego reklamującego pewien napój gazowany), elfy, świecidełka, lampeczki itp. No i oczywiście w tle ciągle słychać piosenkę Last Christmas zespołu Wham! Może w tym roku będzie spokojniej. Nie mam nic przeciwko przystrojonym ulicom, bo one naprawdę mogą nas wprowadzić w bardziej radosny nastrój. To, co mnie zastanawia, to podejście ludzi do świąt Bożego Narodzenia. W czasie przedświątecznym w wielu miejscach możemy spotkać się z życzeniami Wesołych Świąt, na witrynach sklepowych możemy przeczytać o przedświątecznych promocjach, wyprzedażach. Co mnie w zeszłym roku zdziwiło, to tekst, który pojawiał się w wielu miejscach, czyli Merry X-mas. Chciałbym kiedyś na sklepowych witrynach przeczytać po prostu Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Gdzieś to Boże Narodzenie wypadło z naszego języka. Nawet w języku angielskim nie słyszymy już Christmas. No dobrze, może się nie znam lub jestem staroświecki, bo być może rzeczywiście to X bierze się z greckiego słowa Χρίστος (pol. Chrystus). W każdym razie zwróćmy uwagę na to, jak będziemy się do siebie zwracać w tym bardzo pięknym czasie. Jakich będziemy życzyć świąt? A właściwie, co będziemy świętować? Nie bójmy się tego, że ktoś nas zlekceważy czy wyśmieje. Zwracajmy się do siebie tak, aby przekazywać tę dobrą informację o tym, że Bóg się rodzi pośród ludzi. Może dla kogoś będzie to powód do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę świętuje? Przypuszczam, że niestety wielu ludzi traktuje święta Bożego Narodzenia jak zwykły czas na spotkanie z rodziną i przyjaciółmi, zapominając o najważniejszym spotkaniu – z Jezusem Chrystusem. Jeżeli sami nie zadbamy o osobiste zaangażowanie się w przeżywanie Adwentu, to święta Bożego Narodzenia przeżyjemy na bardzo płytkim poziomie. 

A przecież jako katecheci mamy również uczyć naszych uczniów tego, jak powinno się przeżywać głęboko święta Bożego Narodzenia.

Chciałbym przedstawić dwie propozycje, które warto podjąć podczas Adwentu:

  1. Msza Święta.
  2. Osobista modlitwa.

Te dwie rzeczywistości są podstawowymi aspektami dobrego przygotowania do Bożego Narodzenia. Spróbujmy przyjrzeć się Mszy Św. i temu, co jest proponowane przez Kościół na czas Adwentu. 

Po pierwsze, warto zadbać o roraty. Wiem, że dla niektórych będzie to bardzo wymagające zadanie, aby wcześnie rano wstać, przygotować się do pracy, wyprawić swoje dzieci do szkoły. Jednak warto spróbować ten trud podjąć. Od kilku lat zastanawia mnie, co zrobić, aby roraty nie były tylko Mszą Św. dla dzieci. Mam wrażenie, że tak się niestety stało. Spora część wiernych odpuszcza sobie uczestnictwo w tej Mszy Św. ze względu na dzieci. Czy jest to jednak odpowiedni powód, aby nie przyjść? Nie jestem o tym przekonany. Jednak warto się zastanowić, czy czegoś nie zmienić w przeżywaniu i prowadzeniu rorat. Sposób prowadzenia zależy przede wszystkim od głównego celebransa. 

Przez cały ubiegłoroczny Adwent to mi przypadły w udziale poranne Msze Św. ku czci Najświętszej Maryi Panny. Postanowiłem, że zamiast jednej rozmowy z dziećmi w ramach kazania, trochę ją skrócę, aby móc zwrócić się do rodziców i pozostałych wiernych, uczestniczących w tej Eucharystii. Było to dla mnie nowe doświadczenie, które okazało się dobrym sposobem mówienia o Panu Bogu nie tylko dzieciom, ale i pozostałym ludziom. Później taki sposób przeniosłem na niedzielne Msze Św. z udziałem dzieci. 

W czasie Adwentu warto nie rezygnować z rorat. Nawet jeżeli w Twojej parafii jest to Msza Św., w której spory udział mają dzieci, to i tak uważam, że warto na nią chodzić. Trochę inne podejście możemy mieć do rorat w momencie, gdy musimy na nich być właśnie ze względu na dzieci, a praktycznie rzecz biorąc, z obowiązku. Czy spotkaliście się z sytuacją, w której, będąc katechetą, proboszcz parafii, na której terenie znajduje się Wasza szkoła, w której pracujecie, wymagał od Was codziennej obecności na roratach? Jeżeli jest to proboszcz kontaktowy, dobry dla ludzi, szanujący katechetów, to sądzę, że z takim człowiekiem będzie można spokojnie się porozumieć i być może podzielić zadania na czas Adwentu. 

Przypuszczam jednak, że tegoroczne przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia nie będzie w ogóle przypominało tego, co do tej pory przeżywaliśmy. Mam wrażenie, że jako katecheci musimy się przygotować na to, że Adwent będzie skromniejszy. Niestety nie wiemy, co przyniesie przyszłość. Sami dobrze pewnie widzicie, że obecnie niczego nie da się przygotować na dłuższy czas. Przykład? Przygotowanie rodzin do Pierwszej Komunii Świętej. Do tej pory w mojej parafii było jedno spotkanie z rodzinami, czyli jedna katecheza dla rodziców. W październiku my, jako katecheci, mieliśmy udać się do poszczególnych rodzin, aby je jeszcze lepiej poznać. Niestety sytuacja związana z pandemią nie pozwoliła nam na takie spotkania. Nadal jednak szukamy jakiegoś sposobu katechezy dla rodziców i ich dzieci. Czas pokaże, co jeszcze będzie można zrobić.

Pamiętajmy nie tylko o Mszy Św., lecz także o modlitwie. Zawsze i w każdej możliwej sytuacji starajmy się o nią zadbać. Sami dobrze wiemy, że modlitwa jest dla nas momentem bardzo konkretnego spotkania – budowania osobistej relacji z Bogiem. Katecheta, który nie jest człowiekiem modlitwy, nie będzie dobrym nauczycielem. Oczywiście nie chodzi mi o przygotowanie metodyczne do katechezy, bo można ją poprowadzić, przedstawiając konkretne informacje i tylko na tym się skoncentrować. Katecheza jest jednak momentem rozwijania wiary. Jeżeli mamy w młodych ludziach o nią zadbać, to tym bardziej jest potrzeba, abyśmy i my sami dbali o swoją wiarę z należytym szacunkiem i zaangażowaniem. Potraktujmy czas Adwentu jako możliwość przeżycia pięknych rekolekcji, przygotowanych przez Pana Boga dla każdego z nas. 

Pozwólcie, że w tym momencie powrócę do Wielkiego Postu A.D. 2020. Wiemy dobrze, jak ten czas przebiegł. W początkowym okresie rozszerzającej się pandemii mieliśmy do czynienia z sytuacjami, do których nikt z nas wcześniej nie był przygotowany. Zamknięte szkoły, lockdown państwa, zakaz wychodzenia z domów dla dzieci i młodzieży; choroba, która naprawdę stała się plagą dla nas, a w dodatku chwile, podczas których czuliśmy się bezradni i osamotnieni. To wszystko spotkało nas nie stopniowo, tylko spadło w jednym momencie, paraliżując dotychczasowe życie społeczne, państwowe i religijne. 

Poniekąd myślę, że czas owego Wielkiego Postu był dla mnie w rzeczywistości momentem bardzo głębokich rekolekcji w ciągu życia. Dla mnie, jako księdza, pokazał on, jak bardzo brakuje mi drugiego człowieka, a jako katechety – jak bardzo brakuje mi uczniów. Z drugiej strony był okazją do spojrzenia głębiej w siebie i swoją relację z Bogiem. Ten czas Wielkiego Postu potraktowałem jako możliwość dołączenia się do rekolekcji dawanych przez samego Najwyższego. Sądzę, że podobnie może być z tegorocznym Adwentem. Pisząc ten artykuł, nie zdaję sobie sprawy z tego, w jakiej sytuacji będę na początku grudnia. Wszystko to, co dzieje się obecnie w świecie i w naszym kraju, dzieje się w sposób bardzo nagły i niemożliwy do przewidzenia. Być może będzie tak, że, drogi katecheto, czytasz te słowa...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy