Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój osobisty katechety

15 maja 2020

NR 3 (Maj 2020)

Formacja katechety – jest czy jej nie ma?

193

Rozpocznę od pewnej historii. Szukaliśmy kiedyś w jednej z naszych parafii katechety, który miałby poprowadzić zajęcia dla uczniów jednej ze szkół podstawowych. Wszyscy znani nam katecheci byli już zatrudnieni w swoich szkołach i niestety nie mieli już możliwości wziąć kolejnego etatu. Po dłuższych poszukiwaniach znaleźliśmy osobę, która, wydawało nam się, że podoła stawianym przez nas wymaganiom. Czy tak było? Muszę przyznać, że nie. Pod kątem merytorycznym osoba ta była bardzo dobrze przygotowana, ale w wymiarze typowo ludzkim – niestety nie. Czy to jest tylko problem ­przygotowania do katechezy? Być może nie, ale warto zastanowić się nad tym, jak obecnie wyglądają przygotowania i formacja katechetów. Będę tutaj bazował na moim, przyznam, że bardzo subiektywnym doświadczeniu, chociaż w pewnych kwestiach, dotyczących duchowości, zasięgnąłem opinii kilku moich współbraci, którzy towarzyszą również katechetom podczas ich rekolekcji ignacjańskich.

Chciałbym się zatrzymać nad trzema aspektami nieustannej formacji katechety. Zaznaczam tutaj szczególnie słowo „nieustannej”, bowiem nie wierzę w coś takiego, że raz przygotowany człowiek do katechezy nie będzie się dalej rozwijał ludzko i duchowo. Tak więc owe aspekty czy też dziedziny formacji katechetów podzieliłbym na trzy kategorie:
 

POLECAMY

  1. Formowanie przez duchowieństwo i odpowiedzialnych za katechezę.
  2. Praca z dziećmi i młodzieżą oraz wpływ ich środowiska.
  3. Duchowy rozwój własny.


Ale zanim do tego przejdziemy, zacznijmy od studiów. W przypadku księży diecezjalnych i osób konsekrowanych jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że w swojej przyszłości taki człowiek stanie za szkolnym biurkiem i będzie prowadził dla młodych ludzi katechezę. Na pewno mamy tu o wiele większe prawdopodobieństwo w przypadku księży diecezjalnych, dla których jest to również bardzo ważne źródło utrzymania. Problem może się pojawić wtedy, gdy ktoś czuje, że bycie katechetą to nie jest jego powołanie. Nie widzi siebie w tej roli i czuje się do tego przymuszony.
 

Przygotowanie do katechezy

podczas studiów można rozpatrywać z dwóch stron:

  • formalne – czyli przebyte studia teologiczne wraz przygotowaniem pedagogicznym, wymaganym przy staraniu się o pracę w szkole. Tutaj też jest miejsce na wszelkiego rodzaju kursy, indywidualne dokształcanie, zdobywanie umiejętności itp.,
  • duchowe – równie ważne, a może i ważniejsze od formalnego przygotowania do zawodu. W przypadku księży i osób konsekrowanych owo przygotowanie duchowe łączy się z prostym życiem duchowym, przeżywanym w seminarium lub wspólnocie zakonnej. Co do osób świeckich – tutaj powinno się bazować zarówno na osobistym i głębokim przeżywaniu sakramentów i swojej indywidualnej, codziennej modlitwie, jak i na udziale w proponowanych przez różne środowiska kościelne rekolekcjach, zjazdach formacyjnych itp.


W trakcie studiów o przygotowanie formalno-duchowe nie jest trudno. Problem pojawia się tuż po rozpoczęciu pracy katechetycznej. I tutaj wchodzimy na teren pierwszego, wcześniej wspomnianego punktu, czyli w formowanie katechetów przez osoby do tego oddelegowane. 

Formalne przygotowanie do katechezy

W diecezjach są Wydziały Katechetyczne, które odpowiadają nie tylko za przygotowanie odpowiedniej dokumentacji dla katechety i wysłanie go do pracy w konkretnej placówce edukacyjnej. Od razu chcę zaznaczyć, że nie jest moim celem krytykowanie działania Wydziałów Katechetycznych. Wprost przeciwnie, widzę tutaj sporą odpowiedzialność, która leży po ich stronie, jak również dużą troskę o formację katechetów. Co jakiś czas organizowane są przez nie rekolekcje czy dni skupienia dla katechetów z danej diecezji. I to jest coś naprawdę dobrego. Jednak czy to wystarczy? Dwa lub trzy razy do roku wszyscy katecheci z określonego terenu spotykają się z kierownikiem Wydziału Katechetycznego na weekend, a niekiedy może i na krócej, a potem wracają do swoich parafii i szkół. Tylko czy na tym ma polegać stała formacja osób, które na co dzień mają za zadanie przybliżać młodych do Boga? Co z towarzyszeniem katechetom w ich codzienności? Dla wielu takie cykliczne spotkania, czy też krótkie rekolekcje, są niekiedy jedyną szansą, aby wynieść z tego dla siebie coś duchowego. Często pojawia się na nich jakiś wykład, który niezbyt wiele ma wspólnego z katechezą, nauczaniem czy też współczesnym podejściem do ucznia. Czasami zdarza się, że po zdobyciu misji kanonicznej katecheta w sprawach duchowych zostaje sam. Trochę lepiej jest w przypadku osób konsekrowanych i księży, ale co z katechetami świeckimi? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć na końcu artykułu, wskazując propozycje osobistego rozwoju katechety.

Duchowe przygotowanie do katechezy

Po zakończeniu seminarium czy też – jako osoby świeckie – studiów teologicznych, młodzi katecheci, z bagażem chęci i dobrze rozumianej ambicji, ruszają do swojej pierwszej pracy w szkole. I trzeba przyznać, że przystępują do pracy z wielkimi ideami. Tak było w moim przypadku. Jeżeli trafi się na spokojnych i ułożonych uczniów, to szybko znajdzie się z nimi wspólny język. W przypadku trudniejszej młodzieży nasze ideały zderzają się z wieloma wyzwaniami. I dobrze, bo niekiedy nasze wyobrażenia o nauczaniu muszą być skonfrontowane z tą mniej przyjazną rzeczywistością szkolną. 

Wtedy często zdarza się, że  niesamowitymi formatorami każdego z katechetów są właśnie nasi uczniowie. Podam kilka przykładów:

  • Bardzo wiele słyszymy na warsztatach i wykładach o przeróżnych technikach pracy z uczniem, jednak dopiero bezpośrednie zetknięcie się z nim jest dla nas najlepszą nauką i sprawdzianem tego, co rzeczywiście przydaje się nam w konkretnej grupie. To właśnie przez ten kontakt możemy jeszcze bardziej nauczyć się takich postaw jak empatia w stosunku do ucznia czy też asertywność – obie, moim zdaniem, są bardzo potrzebne w pracy z młodymi.
     
  • Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że pierwsze zajęcia, zwłaszcza z nową klasą, to taki czas wzajemnego badania się. Nie tylko tego, na ile oni i ja możemy sobie pozwolić podczas zajęć, ale przede wszystkim na ile ja, jako nauczyciel, jestem na nich otwarty i w drugą stronę – na ile oni są otwarci na mnie. To niekiedy widać od samego początku, czy w danej klasie będzie między nami chemia, czy też zaczyna się budowanie muru. Jeden z moich współbraci napisał kiedyś, że jego uczniowie na pierwszych zajęciach wprost mu powiedzieli, że wszystko zależy od tego, czy go polubią, czy nie. I w jednym, i w drugim przypadku jako katecheci z pewnością czegoś się nauczymy. Jednak w sytuacji, gdy nie zostaniemy zaakceptowani przez grupę, nie możemy reagować w podobny sposób jak nasi uczniowie. Tutaj zasada „oko za oko” nie ma prawa się pojawić. Zawsze jednak za swoich uczniów trzeba się modlić. I to jest najpewniejsza rzecz. Chociaż mogą mnie denerwować, to ja, jako ich katecheta, mam się za nich modlić, bo tam, gdzie nie wystarczy mi argumentów, niech moim argumentem i wsparciem dla nich będzie modlitwa.
     
  • Pytania i odpowiedzi. Lubię, kiedy moi uczniowie zasypują mnie różnymi pytaniami i wątpliwościami. Niekiedy nie dostają odpowiedzi na temat wiary od swoich rodziców czy opiekunów i wtedy to my, katecheci, jesteśmy dla nich na wyciągnięcie ręki i możemy być dla nich przewodnikami w religii. Jednak co to ma wspólnego z rozwojem katechety? Zwłaszcza tym duchowym? Sporo – kiedy ktoś pyta mnie o wiarę, to sam tej wiary muszę być pewien. Gdy ktoś stawia pytanie związane z wątpliwościami, to też może to dotykać mojego osobistego doświadczenia przeżywania wiary. Jako katecheta też mogę być w takiej sytuacji życiowej, że moja wiara przeżywa trudności. Pytanie ucznia dotyczące wiary może mi wtedy pomóc w jej rozwoju. Pamiętam, gdy kiedyś moi uczniowie zapytali mnie, jak to jest u mnie z przeżywaniem celibatu. Gdy im powiedziałem, że oprócz celibatu obowiązują mnie jeszcze śluby czystości, to była to też dla mnie okazja, by opowiedzieć im o zakonach. Po takiej katechezie i odpowiedzi na ich pytanie, które przecież należy do tych bardzo osobistych, sam zacząłem myśleć nad tym, jak naprawdę przeżywam swój celibat i śluby zakonne. I dało to dobre owoce. 

Inna kwestia to środowisko rodzinne ucznia. Katecheci mają większy kontakt z rodzicami swoich uczniów podczas przygotowania do sakramentów – eucharystii i bierzmowania. Poza tymi wydarzeniami kontakt z nimi staje się bardziej ograniczony. Pamiętam, że w mojej poprzedniej szkole rodzice w sprawach katechetycznych albo w ogóle nie kontaktowali się z katechetami, albo robili to przez sekretariat szkoły lub wychowawcę. Mało niestety było przypadków spotkań rodziców z katechetami podczas dni otwartych, czy też podczas dyżurów katechetów w szkole. Gdy przychodzi jednak czas na wystawianie ocen, czy też przygotowanie do sakramentów, to aktywność rodziców wzrasta. Czasami nie jest to aktywność spowodowana troską o dobre przygotowanie dziecka, lecz o to, aby było ono szybkie i w miarę sprawne. Kwestia kontaktu z rodzicami to również inna tematyka, ale można przy niej pracować nad szukaniem wspólnego dobra dla uczniów.

Rozwój duchowy katechety

Jest to niesamowicie ważna sprawa. Katecheta nie może być kimś, kogo duchowość zatrzymała się na pewnym etapie. Stwierdzenie, że ukończyłem lub ukończyłam studia teologiczne i więcej mi nie potrzeba, jest błędne. Wyobraźmy sobie lekarza, który ukończył uniwersytet medyczny. Prowadzi swoją działalność lekarską w szpitalu czy w przychodni. Od wielu lat w ten sam sposób leczy ludzi, lecz w momencie pojawienia się nowej choroby czy trudnego przypadku medycznego poddaje się, bo w międzyczasie nie czytał nowych magazynów medycznych, nie brał udziału w seminariach na uniwersytecie i wszelkie nowości, które do tej pory się pojawiały, nie są mu znane. Oczywiście jako katecheci w żaden sposób nie możemy się porównywać z lekarzami, ale sposób rozwoju osobistego w obu przypadkach jest podobny. Nie możemy zatrzymać się w swojej duchowości na etapie, który kiedyś był dla nas odpowiedni. Może jest jeszcze taki nadal. W kwestii naszej duchowości musimy pamiętać, że ona również jest czymś dynamicznym. Inaczej modlimy się, mając 30–40 lat, a inaczej modliliśmy się, kiedy byliśmy nastolatkami lub dziećmi.

Katecheta to przede wszystkim człowiek szukający Boga. Gdy Go szukam, to potrafię ze względu na Niego znaleźć czas na swoją modlitwę. Jest to podstawa. Bez codziennej modlitwy lepiej w ogóle nie brać się za katechezę. No bo, o kim będziesz mówić, skoro Go nie znasz, nie spędzasz z Nim swojego czasu i nie dopuszczasz Go do swojego życia? Najlepszym katechetą jest ten, który mówi o Bogu, biorąc przykład z własnego, bardzo osobistego doświadczenia. To doświadczenie w połączeniu z wiedzą zdobytą na studiach ma przynieść efekty. 

Do jednych z ważniejszych sposobów osobi...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy