Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

31 maja 2021

NR 9 (Maj 2021)

Słowo-klucz. Jak rozmawiać z własnym dzieckiem?

14

Postawa ucznia w czasie katechezy w dużym stopniu zależy od tego, co dzieje się w jego domu rodzinnym, a także od tego, w jaki sposób komunikują się z nim jego rodzice. Wartościowe wychowawczo rozmawianie z dziećmi i młodzieżą jest trudne nie tylko dla nauczycieli i katechetów, lecz także dla rodziców.

Słowa są potrzebne

Dzieci i młodzież potrzebują wsparcia, by móc się rozwijać i stawać się coraz dojrzalszą wersją samych siebie. Spontaniczna samorealizacja to modny mit, który nie ma pokrycia w rzeczywistości. Historia syna marnotrawnego z przypowieści Jezusa to przypomnienie, że po grzechu pierworodnym spontaniczne możliwe jest jedynie krzywdzenie samego siebie i wchodzenie na drogę autodestrukcji. Rodzice wspierają w rozwoju swoje córki i swoich synów najpierw przez to, w jaki sposób sami postępują oraz w jaki sposób odnoszą się do swoich dzieci. Jednak najdojrzalsza nawet postawa rodziców nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze: słowa, rozmawianie, wyjaśnianie, komentowanie, tłumaczenie dzieciom i młodzieży tego, kim są, jak bardzo są kochane, po co żyją oraz jakimi normami moralnymi oraz wartościami powinny się kierować, jeśli chcą się rozwijać i cieszyć własnym istnieniem.

Słowo było nie tylko na początku świata i nie tylko na początku historii zbawienia. Słowem jest nie tylko Syn Boży, który stał się człowiekiem po to, żeby osobiście z nami rozmawiać i wyjaśniać sens naszego istnienia. Słowo jest koniecznym narzędziem miłości i wsparcia także w relacjach międzyludzkich. Jest ono szczególnie potrzebne w relacji wychowawcy z wychowankiem. Dojrzali dorośli są w stanie rozumieć siebie wzajemnie bez słów. Ci, którzy są w wieku rozwojowym, takiego poziomu dojrzałości jeszcze nie osiągnęli. Czyny Jezusa były jednoznacznym, oczywistym znakiem Jego miłości i Jego troski o ludzi, których spotykał. On okazywał miłość z taką mocą, z taką ofiarnością i oczywistością jak nikt przed Nim. Mimo to Jezus wiedział, że nawet Jego czyny nie wystarczą. To dlatego od rana do wieczora nauczał, wyjaśniał sens swoich zachowań. Mówił wprost o tym, jakie są Jego pragnienia wobec ludzi. Mobilizował do czynienia dobra i świętości. Przestrzegał przed złem. Stawiał twarde wymagania. Ludzi szlachetnych z czułością chwalił, a błądzących stanowczo upominał. Jezus nie tylko działał, lecz także tłumaczył.

Dojrzali rodzice naśladują Jezusa. Wiedzą, że bez długich, codziennych rozmów nie da się ­dojrzale okazywać miłości dzieciom, w po­głębiony sposób je wychowywać, wspierać w rozwoju, umacniać w do­­­­­­­­b­­ru, chronić przed złem. Pierwsza zatem zasada brzmi: rodzicu, im bardziej kochasz swoje dzieci i im bardziej pragniesz ich dobra i dojrzałości, tym więcej miej dla nich czasu i tym dłużej z nimi codziennie rozmawiaj o sensie życia, o dobru i złu, o tym, jakie sposoby postępowania i jakie rodzaje więzi prowadzą do szczęścia, a jakie zachowania i kontakty międzyludzkie prowadzą do krzywd i cierpienia, jakie oddalają od Boga, od miłości i mądrości, jakie prowadzą do uzależnień, wyrzutów sumienia i rozpaczy.

POLECAMY

Najpierw powiedz, że kochasz!

Dzieci i nastolatki najbardziej są skłonne słuchać tych osób, przez które czują się najbardziej kochane. Większość rodziców mówi swoim dzieciom podobne rzeczy, a mimo to reakcje ich synów i córek bywają bardzo różne. Niektórych rodziców dzieci szanują. Wsłuchują się w ich słowa. Szczerze pragną wypełniać ich polecenia. Są pewne, że to, co słyszą od mamy i taty, jest mądre i pomaga szczęśliwie żyć. Inne dzieci w obliczu podobnych słów czy poleceń ze strony rodziców albo buntują się, albo te słowa i polecenia ignorują czy wyśmiewają. Sposób reagowania dzieci na to, co mówią rodzice, zależy po części od takich uwarunkowań, na które rodzice nie mają bezpośredniego wpływu, na przykład od tego, co dzieje się z ich dziećmi w szkole, z jakimi rówieśnikami one się wiążą, jakimi treściami są bombardowane przez media czy portale społecznościowe.

Sposób reagowania małych i dorastających dzieci na to, co do nich mówią rodzice, najbardziej jednak zależy od tego, na ile mama i tata je kochają i jak tę swoją miłość potrafią komunikować dzieciom w sposób, który dociera do ich serc i umysłów. Dojrzale kochający rodzice wiedzą, że ich dzieci potrzebują codziennego, nieustannego potwierdzania przez mamę i tatę, że są kochane – nie tylko tak ogólnie i zawsze, lecz konkretnie oraz tu i teraz. Każde słowo, za pomocą którego mama czy tata potwierdza swoją miłość do dziecka, to słowo, które dla tego dziecka jest błogosławieństwem. Nigdy nie jest za dużo potwierdzania miłości rodziców do dzieci, gdyż codzienność nie tylko nam, dorosłym, lecz tym bardziej dzieciom i nastolatkom przynosi rany i rozczarowania, które sprawiają, że dziecko wątpi w to, czy jest kochane i czy miłość w ogóle istnieje.

Każda rozmowa na ważne tematy zwłaszcza każda rozmowa, w której rodzic stawia dziecku jakieś wymagania, upomina je lub przestrzega je przed zagrożeniami – powinna zaczynać się od potwierdzenia miłości ze strony mamy czy taty. Zwłaszcza w obliczu trudnych, dyscyplinujących czy mobilizujących dziecko rozmów rodzice najpierw powinni powiedzieć, że kochają swoje dziecko. Słowa potwierdzające miłość są jednak dzieciom potrzebne jak tlen w każdej sytuacji: gdy one usypiają, gdy wychodzą do szkoły, gdy wracają do domu, gdy postępują szlachetnie, gdy błądzą, gdy zwierzają się rodzicom ze swoich marzeń i aspiracji, gdy zawierzają im swoje zranienia, grzechy, uzależnienia czy rany odniesione w kontakcie z innymi ludźmi. 

Niezwykle ważne jest respektowanie zasady, że dojrzale kochający rodzic NIGDY nie straszy córki czy syna wycofaniem miłości. Nie czyni tego w najbardziej nawet bolesnych nastrojach czy w obliczu największego nawet rozczarowania postępowaniem swego dziecka. Straszenie wycofaniem miłości – choćby tylko wypowiadanym po to, żeby mobilizować dziecko do pracy nad własnym charakterem, do nauki czy do zerwania z jakimś złem – to jak emocjonalny i duchowy wy­­­rok śmierci. Dziecko straszone przez mamę czy tatę, że już nie jest kochane, czy szantażowane, że nie będzie kochane, jeśli się nie zmieni, to dziecko skazane na niewyobrażalne cierpienie. Takie dziecko może już nigdy nie uwierzyć w to, że Bóg kocha je za nic i na zawsze czy że ktoś z ludzi potrafi je tak właśnie kochać. Rodzic może, a czasem wręcz powinien powiedzieć małym czy dorastającym dzieciom, że jeśli w jakiejś dziedzinie nie przestaną one błądzić, to on będzie je coraz bardziej kontrolował, to wycofa kieszonkowe, to odłączy Internet, to zabierze im urządzenia elektroniczne, czy nie puści ich na spotkanie z dziwnie zachowującymi się rówieśnikami, ale kochać NIGDY nie przestanie.

Dotrzymuj danego dziecku słowa!

Dziecko poważnie traktuje słowa jedynie tych rodziców, którzy sami poważnie traktują wszystko to, co mówią do dziecka. Z oczywistych względów nie muszą do dziecka mówić o wszystkim i ze wszystkiego się mu zwierzać. W żadnym jednak przypadku nie powinni dziecka okłamywać czy wprowadzać w błąd. Nie powinni też nigdy obiecywać czegoś, z czego by się wycofali. Nawet jednorazowe wycofanie się rodziców z danego dziecku słowa odbiera temu dziecku poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że dziecko traci do rodziców zaufanie, czuje się zranione, zlekceważone, poniżone. To właśnie dlatego rodzice powinni dokładnie przemyśleć to, co dzieciom powiedzą, żeby mieć pewność, że nie zmienią zdania. W praktyce mama i tata powinni zwłaszcza być uważni na to, co dzieciom obiecują (prezent, wycieczkę, zarezerwowanie czasu na bycie sam na sam wyłącznie z tym dzieckiem), bo niedotrzymanie słowa będzie dla córki czy syna powodem rozczarowania i bólu. Dziecko nie czuje się kochane, jeśli rodzice nie dotrzymują danego mu słowa.
Dotrzymywanie danego przez rodziców słowa to wielkie błogosławieństwo dla ich dzieci. To bezwzględny warunek tego, by one mogły czuć się kochane, szanowane i bezpieczne. W czasie mojej wizyty u jednej z zaprzyjaźnionych rodzin ich dziesięcioletnia, wyjątkowo wrażliwa córka tego dnia czymś się martwiła. Mama wyjaśniała jej, że będzie ją w tej sprawie wspierać i że córka sobie poradzi. Mimo tych słów otuchy dziewczynka nadal miała wątpliwości i była bliska łez. Wtedy mama spytała ją: „Czy zdarzyło się chociaż raz, że wprowadziłam cię w błąd albo czy była chociaż raz taka sytuacja, w której nie dotrzymałam danego ci słowa?”. Córka uśmiechnęła się i z radością odpowiedziała: „Mamo, ty zawsze dotrzymujesz słowa!”. Uświadomienie sobie tego faktu uspokoiło dziewczynkę całkowicie. Błogosławieństwem dla dzieci są nie tylko słowa miłości, lecz także to, że rodzice są wierni temu, co mówią do dziecka. Również wtedy, gdy są to słowa dyscyplinujące albo stawiające dziecku jasne granice.

Bądź empatyczny!

Rodzice są w stanie na tyle mocno kochać dziecko i na tyle dobrze się z nim porozumiewać, na ile to dziecko rozumieją w jego wyjątkowości i niepowtarzalności. Takie rozumienie wymaga empatycznego wczuwania się w myśli, przeżycia, pragnienia, nadzieje i obawy ich córki czy syna. Empatia to zdolność szczególnie trafnego wczuwania się w to, co dzieje się w sercu drugiej osoby. Jezus wiedział, co działo się w sercach tych, których spotykał. On był chodzącą empatią. My, ludzie, nie mamy takiego bezpośredniego wglądu w myśli, przeżycia i pragnienia tych, z którymi rozmawiamy i których chcemy wspierać w rozwoju. Im bardziej rodzice kochają swoje dziecko, tym bardziej uważnie wsłuchują się w każde jego słowo, w każde jego zachowanie, w każdy wyraz twarzy, w ton głosu, w mimikę, w postawę ciała, dosłownie we wszystko. Rodzic, który mocno kocha, pragnie coraz lepiej poznawać niepowtarzalność swego dziecka, jego specyficzną wrażliwość emocjonalną i moralną, jego sposób myślenia i przeżywania wszystkiego, co się wydarza.
Pierwsza zasada empatii brzmi: rodzicu, najpierw kochaj i mało mów albo wręcz milcz! Wsłuchuj się! Twoją miłością i uwagą twórz dziecku klimat bezpieczeństwa, żeby mogło się ono przed tobą otwierać i żeby przy tobie czuło się całkowicie bezpieczne! Empatyczny rodzic jest skupiony na dziecku, uważny na każdy szczegół w postawie i zachowaniu dziecka. Taki rodzic okazuje radość i wdzięczność za każdym razem, gdy córka czy syn z czegoś się mu zwierzy, gdy opowiada o swoich radościach czy lękach, o nadziejach czy obawach, o rzeczywistych wydarzeniach czy o wyobrażeniach i snach. Empatyczny rodzic swoim zachowaniem upewnia dziecko o tym, że poważnie traktuje to, co ono mu zawierza i że jest bezwzględnie dyskretny w tym, co zawierza tylko jemu. 
Szczególnie ważne ze strony ro­dziców jest trafnie wczuwanie się w to, co dla danego dziecka jest szczególnie ważne. W pogłębiony sposób porozumiewać się z dzieckiem jest w stanie jedynie ten rodzic, który dobrze wczuwa się w to, co to dziecko przeżywa w domu, w szkole, w środowisku rówieśniczym, w parafii, w kontakcie z krewnymi i znajomymi, w czasie Eucharystii czy spowiedzi, na wycieczce, w kinie czy na zakupach. Swoimi sposobami rozmawiania jest w stanie wspierać dziecko ten rodzic, który wczuwa się w to, w jaki sposób na jego dziecko wpływają media, do których ono ma dostęp, jak na to dziecko oddziałują dominujące ideologie, z którymi styka się ono w szkole czy w przestrzeni publicznej, co się w dziecku dzieje w obliczu wydarzeń i informacji, jakie do niego docierają, w tym także w obliczu informacji o złu w Kościele i o księżach w kryzysie. 

Nie moralizuj! 
Daj argumenty!

Na co dzień dla małych i dorastających dzieci najważniejsze jest to, że rodzice komunikują im miłość, że dotrzymują danego im słowa, że trafnie wczuwają się w ich myśli, przeżycia i potrzeby, że mają dla nich czas, że odpowiadają na ich pytania i wątpliwości, że rozmawiają o wszystkim, co dla dzieci jest ważne, co je zaciekawia, o co same pytają. Rozmowy na tematy, które inicjują dzieci, są zwykle dla rodziców w miarę łatwe. Poważną próbą dojrzałości są natomiast rozmowy wtedy, gdy z dzieckiem trzeba podejmować tematy, które stawiają mu twarde wymagania czy których ono najchętniej w ogóle by nie podejmowało. Chodzi zatem o rozmowy, które określamy jako wychowawcze czy dyscyplinujące. Zwłaszcza o te, w czasie których rodzice tłumaczą dorastającym już dzieciom potrzebę respektowania norm moralnych, potrzebę czujności, dyscypliny, pracy nad sobą, wytrwałości czy potrzebę uznania prawdy o popełnionych błędach i o konieczności wyciągania z nich mądrych wniosków.

Rodzic, który w ważnych i poważnych rozmowach ogranicza się do oznajmiania dziecku czy nastolatkowi określonych nakazów i zakazów, nie jest w stanie wychowywać. Taki rodzic prowokuje córkę czy syna do buntu i do przekonania, że mama czy tata są przeszkodą w osiągnięciu szczęścia. Normy moralne czy dyscyplinarne oraz wszelkie ograniczenia, których rodzice nie potrafią jasno i precyzyjnie uzasadnić, wydają się dzieciom i nastolatkom bezsensownym ograniczeniem wolności i niepotrzebnym ciężarem, z którego trzeba się uwolnić. Podobnie bunt i opór u dzieci prowokują ci rodzice, którzy usiłują wprawdzie uzasadniać wartość norm moralnych oraz sens nakazów i zakazów, lecz czynią to w sposób nieskuteczny, bo albo używają języka, którego ich dzieci nie rozumieją, albo posługują się takimi argumentami, które może przekonują dorosłych, ale nie są skuteczne w rozmowach z dziećmi czy nastolatkami.

Dojrzały rodzic tak trafnie dobiera język i argumenty w rozmowie z córką czy synem, że jego dziecko nie jest w stanie nie zrozumieć tego, co mówi rodzic – nawet wtedy, gdyby ono nie chciało tego zrozumieć. Taki rodzic naśladuje Jezusa, który posługiwał się językiem tak prostym, że rozumieli Go nawet analfabeci, a jednocześnie był przy tym tak precyzyjny w argumentowaniu swoich racji, że w dyskusji z Nim bezradni byli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Rozmówcy J...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy