Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

15 września 2021

NR 11 (Wrzesień 2021)

Pokochaj samego siebie!
O najtrudniejszej formie miłości

1

Dzieci i młodzież słyszą od dorosłych, że powinni wypełniać dwa przykazania miłości, czyli kochać Boga i bliźniego. Niewielu rodziców, księży czy katechetów wyjaśnia, że w Biblii są trzy przykazania miłości: Boga, samego siebie i bliźnich. Kto nie odnosi się z miłością do siebie, ten nie jest w stanie dojrzale pokochać innych ludzi. 

Czy wolno kochać samego siebie?

Trudno jest być szczęśliwym wtedy, gdy inni ludzie, zwłaszcza bliscy, nas nie kochają. Jeszcze trudniej cieszyć się życiem wtedy, gdy nie kochamy samych siebie. W takiej sytuacji zwykła codzienność staje się nieznośnym ciężarem. Ogromnie przecież ciąży przebywanie dzień i noc z kimś, do kogo nie odnosimy się z miłością. Czy jednak wolno mi pokochać samego siebie? A może człowiek szlachetny to ktoś, kto kocha wyłącznie innych ludzi? Takie dylematy ma wielu nastolatków i dorosłych, gdyż od dzieciństwa słyszymy, że mamy kochać Boga i bliźniego. Niestety, mało jest takich rodziców, księży i innych wychowawców, którzy pomagają dzieciom i młodzieży pokochać siebie i którzy wyjaśniają, na czym polega dojrzała miłość w odniesieniu do własnej osoby. To dlatego znaczna część wyznawców Chrystusa myśli, że kto kocha samego siebie, ten jest egoistą. W rzeczywistości Bóg nam wręcz poleca, żebyśmy pokochali samych siebie. Biblia jest w tym względzie jednoznaczna: kochaj bliźniego jak siebie samego! Chrześcijanin powinien kochać Boga i każdego bliźniego, czyli także tego bliźniego, którym każdy z nas jest dla samego siebie.

POLECAMY

Dlaczego powinienem pokochać siebie?

Istnieją przynajmniej trzy powody, dla których każdy z nas powinien pokochać samego siebie. 

1. Po pierwsze dlatego, żeby uszanować Boga, który każdego z nas kocha dosłownie nad życie. Jeśli nie szanuję samego siebie, czyli kogoś, za kogo Bóg oddał życie, to tym samym lekceważę miłość Stwórcy do mnie. Bóg wtedy cierpi i ogromnie martwi się o mój los. Kto kocha siebie, ten ratuje Boga przed cierpieniem i urządza Mu święto radości. 

2. Po drugie, powinienem pokochać samego siebie, gdyż do­­piero wtedy mam siłę i motywację, żeby pracować nad własnym charakterem, żeby pokonywać moje słabości, żeby postępować zgodnie z moimi ideałami i aspiracjami, żeby stawać się najpiękniejszą wersją samego siebie. Kto nie kocha siebie, ten nie cieszy się sobą nawet wtedy, gdy jest młody, zdrowy i obdarowany wieloma talentami. 

3. Po trzecie, powinienem pokochać samego siebie po to, żebym był w stanie kochać bliźnich. Nie pokocha dojrzale innych ludzi ten, kto nie kocha siebie. Nie ma takiej możliwości, żebym był dobry i życzliwy dla innych ludzi, jeśli nie umiem z przyjaźnią odnosić się do siebie. Miłość do samego siebie to nie przeszkoda w pokochaniu Boga i bliźnich, lecz przeciwnie, to warunek, żebym umiał do innych odnosić się z miłością. W Starym Testamencie miłość do samego siebie była najwyższą miarą miłości bliźniego. Zmienił to dopiero Jezus, bo On pragnie, byśmy siebie i bliźnich kochali aż tak, jak On pierwszy nas pokochał.

Błędne postawy wobec samego siebie

Nie wystarczy wiedzieć, że Bóg pragnie, abym odnosił się z miłością do samego siebie. Muszę jeszcze wiedzieć, na czym taka miłość polega. Najpierw powinienem wiedzieć, co jest zaprzeczeniem dojrzałej postawy wobec samego siebie. 

1. Pierwszy błąd jest oczywisty i polega on na tym, że odnoszę się do siebie z lekceważeniem czy pogardą, że nienawidzę siebie, że siebie poniżam i odrzucam. Taka postawa prowadzi do rozpaczy, do obojętności na własny los, do stanów samobójczych, do popadania w śmiertelnie groźne uzależnienia. 

2. Drugi błąd to popadanie w skrajność przeciwną, czyli w egoizm. Egoista nie kocha siebie. On siebie rozpieszcza i ubóstwia. Nie dostrzega swoich słabości, błędów i grzechów. Jest wobec siebie bezkrytyczny. Chce, żeby wszyscy go podziwiali i jemu służyli. Egoista nie jest w stanie pokochać innych ludzi. Usiłuje żyć ich kosztem. W konsekwencji wcześniej czy później będzie sobą ogromnie rozczarowany, gdyż nie jest w stanie być szczęśliwym ten, kto nie stawia sobie wymagań i kto nie kocha. 

3. Trzeci błąd w postawie wo­­­bec samego siebie to naiw­­ny altruizm. Polega on na tym, że ktoś stara się ofiarnie ko­chać bliźnich, że heroicznie się im poświęca aż do popadania w skrajną naiwność. Ktoś taki rozpieszcza krzywdzicieli. Pozwala im, żeby go wykorzystywali i dręczyli. Staje się dla nich naiwną ofiarą, zamiast być mądrym darem. Kto poświęca się ludziom, którzy nadal krzywdzą, którzy się nie nawra­­cają, lecz przeciwnie – stają się jeszcze bardziej bezlitosnymi krzywdzicielami, ten ułatwia tym ludziom trwanie na drodze grzechu, a jednocześnie nieświadomie dręczy samego siebie. Nie czyni tego w bezpośredni sposób, lecz poprzez to, że nieraz całymi latami pozwala innym ludziom, żeby go dręczyli. Bóg nikogo z nas nie powołuje do tego, żeby był dla bliźnich naiwną ofiarą i żeby inni żyli jego kosztem! Gdy tak się dzieje, to wtedy tracą na tym obie strony: osobom naiwnym odechciewa się żyć, a krzywdziciele stają się jeszcze bardziej egoistyczni i aroganccy, a przez to również i oni stają się coraz bardziej nieszczęśliwi.

Kochać to akceptować siebie?

Modne jest obecnie twierdzenie, że pokochać siebie to samego siebie zaakceptować. Takie przekonanie jest błędne, gdyż akceptacja nie jest tym samym co miłość. Akceptować mogę np. cenę za towar, który kupuję, natomiast siebie powinienem kochać.

Jeśli odnoszę się do siebie z miłością, to z dumą i radością – a nie ledwie z akceptacją – przyjmuję to, że w danym przypadku postępuję szlachetnie. Gdy natomiast ulegam moim słabościom, gdy krzywdzę siebie czy innych ludzi, to nie akceptuję siebie w takiej wersji, lecz mam do siebie żal. Kto kocha siebie, temu zależy na własnym losie. Ktoś taki nigdy nie zaakceptuje np. tego, że uwikłał się w jakieś uzależnienie, czy w grzeszne relacje z innymi ludźmi. Bolesne prawdy o sobie przyjmuje do wiadomości z bólem, a nie z akceptacją. Uświadamia sobie swoje słabości i błędy po to, żeby wyciągać z nich wnioski i żeby zmieniać się na lepsze, a nie po to, żeby te słabości i błędy zaakceptować.

Niektórzy twierdzą, że należy krytycznie odnosić się do własnych błędnych zachowań, lecz że także wtedy należy siebie akceptować. Takie rozumowanie jest niezgodne z faktami. Zakłada ono bowiem, że moje zachowania same się zachowują! W rzeczywistości to, jak postępuję, zależy ode mnie i jest wynikiem tego, jakim człowiekiem jestem tu i teraz. To dlatego Jezus nie mówił do ludzi grzeszących, żeby zmieniali swoje zachowania, lecz żeby się nawracali i zmieniali siebie! W obliczu tego, co we mnie dobre, akceptacja to za mało. W obliczu tego, co złe, akceptacja to za dużo. Kochać siebie to mobilizować siebie do rozwoju, natomiast akceptować siebie takim, jakim jestem, to blokować rozwój. Jezus nie mówi, żebyśmy zaakceptowali siebie, lecz żebyśmy się nawracali i stawali coraz bardziej podobnymi do Niego. Nikt z nas nie został przecież stworzony na swój obraz i podobieństwo, lecz na obraz i podobieństwo Boga.

Chrześcijanin powinien kochać Boga i każdego bliźniego, czyli także tego bliźniego, którym każdy z nas jest dla samego siebie.

Kochać to mieć pozytywny obraz siebie?

Jeśli miłość do samego siebie to coś innego i coś więcej niż akceptacja siebie, to może kocha siebie ten, kto wyrabia sobie pozytywny obraz siebie? Takie przekonanie jest obecnie równie modne, co mylące i niebezpieczne. W rzeczywistości kocha siebie nie ten, kto ma „pozytywny” obraz siebie, lecz ten, kto ma prawdziwy obraz siebie. Ktoś taki uznaje całą prawdę o sobie. A prawda o każdym z nas jest złożona i nigdy nie jest wyłącznie pozytywna. Im ktoś jest dojrzalszy, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że ma zarówno piękne cechy i zachowania, jak też – w różnych proporcjach – cechy i zachowania, które go niepokoją, czy które wręcz należy przezwyciężyć, jeśli komuś zależy na własnym losie. Im bardziej prawdziwy jest mój obraz samego siebie, tym bardziej jest on zróżnicowany, gdyż widzę wtedy siebie takim, jakim jestem – z moimi silnymi i słabszymi cechami. Tak zwany „pozytywny” obraz siebie to miła forma wprowadzania siebie w błąd i wmawiania sobie, że jestem kimś doskonałym, kto nie potrzebuje już pracy nad sobą. Człowiek, który rzeczywiście kocha siebie, cieszy się wtedy, kiedy odkrywa w sobie dobre strony i stara się te pozytywne cechy rozwijać. Gdy natomiast odkrywa w sobie słabsze strony czy gdy krzywdzi siebie lub innych ludzi, wtedy z miłości do siebie podejmuje wysiłek, żeby przezwyciężać w sobie to wszystko, co przeszkadza mu żyć w harmonii z Bogiem, z samym sobą i z bliźnimi. 

A może poczucie własnej wartości?

Wielu nastolatków, zwłaszcza dziew­­­cząt, twierdzi, że ich głównym problemem jest niskie poczucie własnej wartości i że to właśnie dlatego nie cieszą się życiem i nie mają dobrych więzi z innymi ludźmi. Takie przekonanie jest obecnie modne i częste, ale błędne. Wyrabianie sobie wysokiego poczucia wartości niczego nie poprawi. To wchodzenie w groźną pułapkę, gdyż życie oparte na poczuciach to budowanie domu na piasku. Wystarczy jakieś jedno niepowodzenie, jeden trudniejszy dzień, jedno usłyszane od kogoś złe słowo o sobie czy rozczarowanie sobą, żeby poczucie wartości zniknęło w jednej chwili i żeby zamieniło się w poczucie, że nie jestem nic wart i że nie poradzę sobie w życiu. Gdyby do szczęścia wystarczyło poczucie własnej wartości, to szczęśliwi byliby na przykład egoiści, którzy mają bardzo wysokie mniemanie o sobie. Niskie poczucie wartości nie jest przyczyną, lecz skutkiem naszych problemów. Pojawia się ono wtedy, gdy bliscy nas za mało kochają, gdy ktoś nas poważnie rani czy gdy my krzywdzimy samych siebie. Problemem jest doświadczenie krzywdy i brak miłości, a nie brak poczucia własnej wartości. Gdy wystarczająco dobrze znamy samych siebie i gdy uważnie obserwujemy nasze zachowania, to czasami mamy poczucie pewności siebie czy słusznej dumy z siebie. Bywają jednak sytuacje, w których przeżywamy poczucie rozczarowania sobą czy poczucie zwątpienia w siebie. Niezależnie od tego, co w danym momencie czuję i co przeżywam w kontakcie z samym sobą, powinienem odnosić się do siebie z miłością. Miłość to nie uczucie. Kto kocha, ten nie kieruje się uczuciami czy poczuciami, lecz wyciąga wnioski z tego, co przeżywa w odniesieniu do samego siebie. Kochać samego siebie to odnosić się do siebie z przyjaźnią w każdym nastroju, czyli także wtedy, gdy mam niskie poczucie wartości czy gdy przeżywam żal do siebie.

Pokochać siebie? Za co?!

Jeden ze studentów zapytał mnie o to, czy powinien pokochać samego siebie. Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Wtedy zapytał: A za co miałbym pokochać siebie? Odpowiedziałem: Za nic! Miłość jest darem, a nie zapłatą. Mój rozmówca nadal nie był przekonany i powiedział: Mam żal do siebie o wiele rzeczy. Czasem krzywdzę siebie i odnoszę się do siebie jak wróg. Mimo to miałbym pokochać siebie?! Mojemu rozmówcy wyjaśniłem, że oczywiście tak! Jezus przecież mówi: Kochajcie waszych nieprzyjaciół! Niczego tu nie zmienia fakt, że w tym przypadku chodzi o tego nieprzyjaciela, którym jestem ja sam i to w odniesieniu do samego siebie. Nie powinniśmy przecież nikogo dyskryminować. Jeśli mamy kochać nieprzyjaciół, to taką postawę powinniśmy zająć wobec wszystkich nieprzyjaciół, czyli także wobec nas samych, gdy w naszej słabości krzywdzimy siebie zamiast siebie wspierać w rozwoju. Niektórzy myślą, że najpierw powinni stać się szlachetnymi ludźmi i dopiero wtedy będą mieli prawo pokochać siebie. To myślenie naiwne, gdyż w rzeczywistości jedynie wtedy, gdy odnosimy się do siebie z miłością, mamy motywację i siłę potrzebną do pokonywania własnych słabości. Obowiązuje tu zatem zasada: pokochaj siebie, a wtedy zaczniesz zmieniać siebie na lepsze. Miłość do samego siebie to przyjazny sposób odnoszenia się do własnej osoby niezależnie od tego, czy w danym momencie jestem z siebie dumny, czy raczej jestem sobą rozczarowany. Pokochanie samego siebie jest trudne dla każdego człowieka, gdyż każdy z nas jest niedoskonały.

Zawrzyj pakt przyjaźni z samym sobą! 

Miłość do samego siebie nie jest czymś spontanicznym. Nie pojawia się sama i bez wysiłku z naszej strony. Wymaga podjęcia decyzji, że odtąd do samego siebie będę się odnosił z miłością i że będę wierny tej mojej decyzji. Początkiem okazywania sobie miłości jest zatem zawarcie z samym sobą paktu przyjaźni. Taki pakt oznacza podjęcie decyzji, że będę siebie kochał, że w odniesieniu do samego siebie będę wierny i uczciwy, że siebie do śmierci doczesnej nie opuszczę, czyli że będę siebie kochać w każdej, nawet w bardzo złej doli. Jest tu zatem analogia do paktu przyjaźni, jaki zawierają ze sobą narzeczeni, gdy decydują się na nierozerwalne małżeństwo. Pokochać siebie to zatem zawrzeć z samym sobą pakt wiernej i nieodwołalnej przyjaźni. Wiemy, że kto znalazł przyjaciela, ten znalazł skarb. Na niewiele zda się jednak to, że ktoś okazuje nam przyjaźń, jeśli my nie odnosimy się z przyjaźnią do samych siebie. Tak jak narzeczony czy narzeczona podejmuje decyzję, że będzie kochać tę drugą osobę na zawsze, tak każdy z nas powinien podjąć podobną decyzję w odniesieniu do samego siebie.

W obliczu tego, co we mnie dobre, akceptacja to za mało. W obliczu tego, co złe, akceptacja to za dużo.

Jak okazywać sobie miłość?

Gdy już wiemy, że powinniśmy kochać siebie za nic i gdy zawrzemy sami ze sobą pakt nierozerwalnej przyjaźni, to na jakie konkretnie sposoby powinniśmy okazywać sobie miłość w codzienności? Powinna to być najpierw miłość bezwarunkowa i nieodwołalna, gdyż żadna inna miłość nie istnieje. Kto kocha siebie, ten nawet w obliczu wielkiego rozczarowania sobą nie będzie straszył siebie tym, że od­­woła miłość i że przestanie siebie kochać. Bywa, że ktoś z ludzi straszy nas tym, że przestanie nas kochać, jeśli nie spełnimy jakichś jego żądań czy jeśli się w czymś nie zmienimy. Nie naśladujmy takich ludzi, lecz bądźmy podobnymi do Boga. W Biblii nie ma takiego miejsca, w którym Bóg straszyłby kogoś, że przestanie kochać. Straszenie samego siebie wycofaniem miłości to rodzaj duchowej i psychicznej kary śmierci, która odbiera nam chęć istnienia. Jeśli kocham siebie, to pozostanę dla siebie przyjacielem w każdej sytuacji.

Powinienem pokochać siebie nie tylko za nic i nieodwołalnie, lecz także z bliska, bo kto kocha, ten chce być jak najbliżej kochanej osoby. Sprawdzianem miłości do samego siebie jest to, że codziennie jestem blisko siebie. Nie chodzi tylko o bliskość fizyczną, bo ta jest przecież nieunikniona. Chodzi o bliskość psychiczną i duchową. Kocham siebie wtedy, gdy mam dla siebie czas i gdy jestem dla siebie obecny, czyli skoncentrowany na sobie i na tym, co się we mnie dzieje, bo jestem ważny dla samego siebie. Kto kocha siebie, ten nie wpada w żadną skrajność: nie jest ani zamknięty w sobie kosztem relacji z bliźnimi, ani też nie jest tylko dla innych ludzi kosztem więzi z samym sobą. Cieszy się własnym towarzystwem. Codziennie rezerwuje sobie czas dla siebie – na pracę nad sobą, na własne potrzeby, na realizację własnych pasji i aspiracji. Kto siebie kocha, ten jest dla siebie życzliwy, czuły i cierpliwy. Cieszy się sobą, gdy ma ku temu powody i potrafi zapłakać, gdy jest mu ciężko.

Kochaj siebie mądrze!

Miłość do samego siebie, podobnie jak miłość do bliźnich, powinna być mądra. Oznacza to, że potrafimy okazywać sobie miłość w sposób dostosowany do sytuacji, w jakiej się znajdujemy i do naszego postępowania tu i teraz. Kto mądrze kocha siebie, ten troszczy się o siebie i o swój los. Troska ta zaczyna się od tego, że bronię siebie przed każdą krzywdą. Nie kochałbym siebie, gdybym pozwalał na to, żeby ktoś mnie krzywdził. To ważne szczególnie w relacji z osobami drugiej płci, bo w tych relacjach krzywda boli najbardziej. Dla przykładu, jeśli chłopak próbuje wykorzystać dziewczynę emocjonalnie czy seksualnie, jeśli próbuje złamać jej sumienie, aspiracje i pragnienia, jeśli usiłuje odciągnąć ją od Boga i od bliskich jej osób, to oczywiste, że jej nie kocha. Jeśli ona mu ulega i pozwala na to, żeby ją ranił, to ona nie kocha samej siebie. Kto mądrze kocha siebie, ten nie tylko broni się przed ludźmi, którzy nas krzywdzą, zamiast kochać. Ktoś taki potrafi stanowczo bronić się także przed samym sobą wtedy, gdy w swojej słabości zaczyna sobie szkodzić, na przykład wchodząc na drogę uzależnień czy wikłając się w jakieś poważne grzechy. Wie, że stanowcza obrona w obliczu własnych słabości jest konieczna, bo przecież nikt z zewnątrz – ani Bóg, ani człowiek – nie jest w stanie obronić nas przed nami samymi, gdy krzywdzimy siebie. Kto mądrze kocha siebie, ten w sposób szczególny troszczy się o obronę swojej wolności i swojej czystości. Wie bowiem, że popadanie w nałogi (np. alkoholizm, narkomania, uzależnienia internetowe, hazard czy pornografia) przynosi wyjątkowo bolesne konsekwencje i prowadzi do dręczenia siebie.

Kto dojrzale kocha siebie, ten nie pozwala innym ludziom, żeby traktowali go jak swoją własność, którą mogą posługiwać się dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Stawia jasne granice tym, którzy chcą być blisko niego. Kto jest przyjacielem dla siebie, ten wiąże się bliskimi więziami jedynie z tymi ludźmi, którzy go kochają. Innych kocha na odległość. Kto odnosi się z przyjaźnią do siebie, ten n...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy