Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Rozmowa z ...

5 lipca 2021

NR 10 (Lipiec 2021)

Pielgrzymowanie – droga przemienienia. Rozmowa z ks. Łukaszem Krzewińskim

0 99

Aleksandra Kobusińska: Droga może być różna, zaczynając od jej struktury: kamienista, wyboista, asfaltowa, polna, szutrowa, leśna. W czasie pielgrzymowania przechodzi się chyba po wszystkich rodzajach dróg… także tych duchowych. Od zniecierpliwienia i entuzjazmu, do braku sił, niechęci i rezygnacji. Jeśli mamy rozmawiać o pielgrzymce, to nurtuje mnie ważne pytanie, które chyba trzeba zadać sobie na początku drogi: po co idę? Więc po co pielgrzymka, po co idziemy kilkanaście dni w pogodzie i niepogodzie? Czy nie jest tak, że człowiek niejako potrzebuje drogi, pielgrzymki? Chociaż chyba trzeba by te dwa pojęcia rozróżnić.

ks. Łukasz Krzewiński:
Faktycznie, doświadczenie pielgrzymowania jest wyjątkowym doświadczeniem drogi w znaczeniu jej podłoża (swoją drogą, to chyba najtrudniej idzie się po asfalcie – bardzo się dłuży i jest niebezpiecznie), ale i dystansu, który każdy z pielgrzymów pokonuje w swoim sercu. Dopiero w sercu można rozwiązać skomplikowany paradoks pielgrzymki: dziesięć dni drogi w upale i chłodzie, deszczu i słońcu, na twardej podłodze i w zatłoczonej łazience – to wszystko po to, żeby stanąć przed Tronem Matki Bożej przez kilka chwil, złożyć kwiaty, wznieść modlitwę i wrócić. Pojawia się w każdy pielgrzymie to głębokie pytanie: czy naprawdę to już wszystko? Pielgrzymi wiedzą, że najpiękniejsza historia dokonuje się w drodze. To tam spotykają się na pozór obcy ludzie, którzy przez dziesięć dni nawiązują ze sobą niesamowitą więź, to tam weryfikuje się nasza fizyczna i duchowa siła, to tam człowiek odkrywa na nowo, kim jest – jest częścią pięknej wspólnoty, którą połączyła droga i wiara. Wszyscy potrzebujemy wyruszyć w duchową drogę, ponieważ dopiero po drodze dorastamy do miłości, służby, wybaczania, tworzenia kompromisów, wybierania. Droga mierzona kilometrami pomaga – tworzy sprzyjający klimat, ale nie jest niezbędna. Niezbędna jest droga wewnętrzna, którą mierzy się miłością, miłością bardzo skonkretyzowaną – podaniem butelki wody czy pomocnej dłoni, skierowaniem kroków w stronę konfesjonału, rozmową, wybaczaniem sobie i innym.

Czy do pielgrzymowania potrzebna jest intencja? Czy czasem nie jest tak, że Bóg i tak uleczy w nas w czasie drogi to, co najbardziej poranione? Czy może się okazać, że ten pot i łzy zostawione w drodze na nic się zdają?

Jesteśmy ludźmi i intencja jest ważna – pewnie psychologicznie stanowi jakąś ważną motywację w chwilach kryzysu i chęci powrotu do wygodnego łóżka i ciepłej kąpieli, natomiast pielgrzymka i docierające do nas treści wielokrotnie mogą nas zaskoczyć i zmienić intencje albo ją dookreślić. Bóg nas zna i na pewno wie lepiej, czego nam potrzeba i jak nas poprowadzić. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy przekonani, że sformułowana przez nas intencja jest najlepszą opcją, którą możemy zaproponować Bogu, a Bóg powinien jej wysłuchać i wcielić w życie według naszego scenariusza, to otwartość na Jego Słowo faktycznie „dotknie tego, co powinno być dotknięte, uleczy rany, doda nadziei tam, gdzie w ogóle tego nie przewidywaliśmy”.

Podróż zawsze nas niejako otwiera, temperuje nasz charakter, ukazuje prawdę o nas, czasem nieznośną. Jak to jest, że idąc w grupie kilkudziesięciu osób, człowiek jest w stanie mimo zmęczenia okazywać dobroć drugiemu, rezygnować ze swoich wygód po to, aby ktoś inny wyspał się na wygodnym materacu lub skorzystał z ciepłej wody. Co kieruje nami w takich sytuacjach?

Tych „trudnych” doświadczeń jest wiele. Różne temperamenty, które zderzają się w sytuacji ekstremalnej, którą jest pielgrzymka, ograniczenia fizyczne (brak siły, niewyspanie), niezrealizowane potrzeby, tęsknota za wygodą. To trochę takie streszczenie naszego życia – codziennie wybieramy, wypowiadamy tysiące słów, podejmujemy wiele decyzji, w których walczymy o swoje, potrafimy coś poświęcić, oddać, schować do kieszeni swoje ambicje i z pokorą pojechać jeden pielgrzymkowy etap samochodem – dojrzałość w pewnym sensie każe nam wstawać, nie poddawać się w chwili zmiennych emocji, które mogą być wynikiem zmęczenia czy frustracji. Na pielgrzymce walczymy tak samo jak w życiu, dlatego tak ważna jest poranna modlitwa na dziesięciodniowym szlaku i także na szlaku naszego życia: „Boże, wiem, że w tym dniu spotkam wiele osób, wypowiem wiele słów, sądów i jestem przekonany, że bez Ciebie nie potrafię kochać” – od tego trzeba rozpocząć każdy dzień pielgrzymki na Jasną Górę, ale i każdy dzień pielgrzymki do Nieba.

Czy to prawda, że ludzie zmieniają się w drodze? Odbudowują relacje, decydują się na spowiedź po latach? 

To prawda, z pielgrzymki na Jasną Górę nie wraca się takim samym. Fizyczna zmiana jest dostrzegalna w opaleniźnie, otartych stopach, przebitych pęcherzach, a ta duchowa, w sercu. Pielgrzymka powinna zaowocować spowiedzią, która jest wewnętrznym powrotem do Boga, do siebie i do drugiego człowieka. Wielu pielgrzymów w drodze zostawia swoje największe tajemnice czy rany i wraca do swoich domów, pracy i szkoły, aby zacząć dawne życie, dawne relacje zupełnie inaczej, od nowa. 

Pielgrzymowanie przybiera różne formy, są przecież pielgrzymki autokarowe, rowerowe, ale i te piesze do Częstochowy, na Jasną Górę. Ksiądz był przez kilka lat przewodnikiem grupy idącej z Bydgoszczy, grupy, która w dużej mierze składała się z młodzieży. Wielu pielgrzymka nadal kojarzy się z odklepywaniem po kolei modlitw, melodiami ze śpiewnika parafialnego i po prostu nudą… Jak jest naprawdę? Jak pielgrzymują młodzi ludzie?

Pielgrzymka ma swój rytm, który wyznacza codzienna modlitwa. To ona jest duszą pieszego pielgrzymowania, ale tuż obok jest jej zewnętrzny wyraz – relacje, czyli miłość w konkrecie. Budujące i zabawne rozmowy, rady, których udzielają sobie pielgrzymi podczas drogi, dzieląc się swoim życiowym doświadczeniem, taniec i śpiew podczas postojów, okazja do spotkania księdza w niecodzienny sposób. Relacje to kluczowa sprawa pielgrzymowania młodych, to one pociągają do Boga, są impulsem do rozpoczęcia wielkich i małych zmian. 

Jak wygląda taki jeden dzień z życia pielgrzyma?

Oczywiście ekstremalna pobudka wyrywająca nas ze snu zaczyna naszą małą gonitwę, która po kilkudziesięciu minutach rozpocznie się kolejnym dniem pieszej wędrówki. Kolejka do łazienki, mycie zębów przeplatane porannymi rozmowami, zapachem parzonej kawy w czajnikach elektrycznych rozłożonych w kątach sali gimnastycznej i sal lekcyjnych, gdzie najczęściej śpimy. Odważni pielgrzymi wstają godzinę przed wszystkimi, żeby przygotować kanapki, które po modlitwie księdza wszyscy ze smakiem wcinają, mieszając w buzi skrajne smaki: od nutelli do mielonki. Bagaże „na pakę” i ruszamy. Dzień otwiera modlitwa poranna, godzinki do Matki Bożej. Każdy kolejny etap rozpoczyna się rozważaniem Słowa Bożego i tak po kolei różaniec, koronka do miłosierdzia, lektura, śpiew, czas na bliźniego, konferencja księdza. Każdy dzień jest podzielony na cztery albo pięć etapów – każdy ma swój modlitewny rytm. Postoje, to czas na relacje – kawa, ciastko, rozmowa, taniec.

Pielgrzymka na Jasną Górę, przed tron Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski. Zazwyczaj właśnie pielgrzymuje się do miejsc Maryjnych. Dlaczego to właśnie kult Maryi jest niejako naznaczony pielgrzymką? 

Pielgrzymka do Tronu Matki Bożej ma swoje korzenie historyczne. Za...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy