Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

15 lipca 2020

NR 4 (Lipiec 2020)

O przebaczeniu i pojednaniu na katechezie

64

Kilkanaście lat temu pewien ksiądz, który organizował pielgrzymkę maturzystów ze swojej diecezji na Jasną Górę, poprosił mnie o wygłoszenie dla tych nastolatków konferencji na temat przebaczenia i pojednania. Byłem zaskoczony, gdyż wtedy wydawało mi się jeszcze, że maturzyści znacznie bardziej zainteresowani są tematami typu: Od zakochania do miłości czy: Ja i moje powołanie. Okazało się, że się myliłem.

Dramatyczne pytanie

Po tamtej mojej konferencji podeszła do mnie jedna z maturzystek i poprosiła o chwilę rozmowy. Poszliśmy na Wały Jasnogórskie, bo w tym momencie były one niemal puste. Dziewczyna zaczęła płakać jak dziecko. Zalewała się łzami do tego stopnia, że trudno było jej oddychać. Na jej twarzy rysowało się ogromne cierpienie. Po dłuższej chwili – niemal dusząc się z płaczu – zapytała, czy rzeczywiście to prawda, co mówiłem w czasie konferencji, że powinniśmy przebaczyć temu, kto nawet bardzo nas skrzywdził, jeśli tylko się nawrócił, uznał swoje błędy, szczerze przeprosił i wynagradza za popełnione zło? Widząc ogromne cierpienie nastolatki, próbowałem sobie wyobrazić, jak okrutnie ktoś ją skrzywdził, skoro ona aż dusi się z płaczu. Pomyślałem, że w tej sytuacji powiem jej, iż na razie nie musi przebaczać winowajcy, bo ma prawo skupić się na swoim cierpieniu. Wtedy jednak uświadomiłem sobie, że mam mówić to, czego uczy mnie Jezus, a nie to, co podpowiada mi moje serce. Wbrew sobie odpowiedziałem stanowczo: Jeśli ktoś Cię skrzywdził nawet boleśnie, ale nawrócił się, uznał swoje winy, szczerze przeprosił i wynagradza, to powinnaś mu przebaczyć.

Myślałem, że po tych słowach moja rozmówczyni będzie mieć żal do mnie o to, że bardziej staję po stronie krzywdziciela niż po jej. Tymczasem ona nagle przestała płakać. Po chwili zaczęła się radośnie uśmiechać. Wyjaśniła, że celowo wprowadziła mnie w błąd. W rzeczywistości to ona kogoś skrzywdziła i chciała się upewnić, że naprawdę zasługuje na przebaczenie, skoro spełniła warunki, o których mówi Jezus w przypowieści o dłużniku. Spotkanie z płaczącą maturzystką upewniło mnie w tym, że nie możemy uczynić nic mądrzejszego, niż we wszystkim słuchać Jezusa. Gdybym wtedy powiedział, że na razie ta dziewczyna ma jeszcze prawo nie przebaczać, to przeze mnie ona mogłaby już nigdy nie uwierzyć w to, że zasługuje na przebaczenie i że ma prawo przebaczyć samej sobie.

Od czasu tamtej rozmowy z maturzystką na Jasnej Górze już wiem, że przebaczenie i pojednanie to temat, który żywo dotyka wielu katechizowanych. Często też opowiadają mi oni o dramatycznych cierpieniach swoich bliskich, którzy nie radzą sobie z zamykaniem bolesnej przeszłości. Nierzadko trudności te wynikają z faktu, że katechizujący zbyt ogólnikowo, a nieraz wręcz błędnie mówią na ten temat. Łatwo tu o uproszczenia albo o stawianie nierealnych wymagań. Łatwo pomylić przebaczenie z pojednaniem albo wzywać krzywdzoną osobę do heroizmu, zamiast najpierw wzywać krzywdziciela do nawrócenia i do zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy. Popatrzmy zatem na to, jaką wiedzę należy przekazywać katechizowanym na temat przebaczenia i pojednania w relacji do Boga, do samego siebie i do bliźnich.

POLECAMY

Pojednanie z Bogiem

Każdy z nas, począwszy od dzieci i młodzieży, potrzebuje najpierw pojednania z Bogiem. To nie przypadek, że znaczna część chrześcijan myśli, iż to Bóg zsyła nam krzyże, cierpienia, choroby, uzależnienia czy inne bolesne sytuacje. Łatwiej jest nam bowiem pogodzić się z myślą, że to, co bolesne, pochodzi od Boga, niż uznać, że sami sobie wyrządzamy krzywdę lub że krzywdzi nas małżonek, rodzic, syn czy córka, narzeczony czy narzeczona, serdeczny przyjaciel, albo bliski kolega czy koleżanka. Trzeba wyjaśniać nastolatkom, że dopóki przypisujemy Bogu winę za to, co bardzo boli nas samych czy naszych bliskich, dopóty nie jesteśmy z Bogiem pojednani. Syn Boży pozwolił się przybić do krzyża dlatego, że pragnął być ostatnim ukrzyżowanym w historii ludzkości. Chciał, byśmy wzruszeni Jego aż tak ofiarną miłością odtąd nie krzywdzili już nikogo i żebyśmy już przez nikogo nie byli krzywdzeni.

Kto już odkrył to, że Bóg jest miłością, ten wie, że to nie Bóg nam w czymś zawinił, lecz że to człowiek jest winowajcą w relacji z Bogiem. To nie my mamy coś Bogu do przebaczenia, lecz to Bóg ma wiele do przebaczenia każdemu z nas. Pierwszym warunkiem pojednania z Bogiem jest uznanie faktu, że to nie Bóg zsyła nam krzyże, lecz że to my, ludzie, krzyżujemy niewinnego Boga. Zaczynamy jednać się z Bogiem wtedy, gdy już nie mamy wątpliwości co do tego, że Bóg jest naprawdę niewinny. Od Niego pochodzi jedynie prawda, miłość i radość.

Pojednać się z Bogiem to uznać, że wszystko to, co w moim życiu i w życiu innych ludzi jest bolesne, nie pochodzi od Niego. To odkryć, że od mojego poczęcia Bóg wziął mnie z miłością w swoje ramiona i że czyni wszystko, by każdy z nas od dzieciństwa wzrastał w łasce i mądrości u Boga i u ludzi. Jedna się z Bogiem ten, kto już wie, że Bóg strzeże nas przed krzyżami i cierpieniami, a nie je nam zsyła. On wskazuje nam drogę błogosławieństwa i życia, bo chce, żeby Jego radość była w nas i żeby była pełna (por. J 15, 11). Pojednać się z Bogiem to odkryć, że On kocha nas mocniej i mądrzej niż byśmy byli w stanie sobie to wymarzyć. Pojednać się z Bogiem to być już pewnym, że Bóg był przy nas i kochał nas także w tych sytuacjach, w których z jakichś względów byliśmy przekonani, że nas nie kochał, że o nas zapomniał albo że mógł nam pomagać bardziej, niż to czynił. Pojednać się z Bogiem to uświadomić sobie, że jeśli w jakimś okresie mojego życia wydawało mi się, że Bóg za mało okazywał mi swoją miłość, to przyczyna takiego odczucia leżała po mojej stronie lub po stronie tych ludzi, którzy mnie krzywdzili, zamiast kochać, bo nie słuchali Boga. 

Pojednać się z Bogiem to nie tylko uświadomić sobie, że to nie On jest odpowiedzialny za zło i cierpienie w moim życiu, lecz to także uznać, że Stwórca ma we wszystkim rację, że wszystkie Jego przykazania są słuszne, że one wszystkie – bez wyjątku! – są naszą mądrością i radością. To także uznać, że nawet Bogu nie jest łatwo kochać nas, grzesznych ludzi, którzy często nie potrafią kochać nawet samych siebie. Nie jest łatwo Bogu okazywać nam miłość, gdyż nierzadko obarczamy Go odpowiedzialnością za krzyże, które w rzeczywistości sami sobie nakładamy lub które nakładają nam inni ludzie, gdy nie słuchają Boga. Pojednać się z Bogiem to całkowicie ufać w Jego miłość i w Jego mądrość. To słuchać Boga w każdej sytuacji i za każdą cenę. To słuchać Go bardziej niż innych ludzi i niż samego siebie. 

Niezawinione cierpienie…

Najtrudniej jest pojednać się z Bogiem tym katechizowanym, którzy w dzieciństwie byli – a czasem nadal są – dręczeni przez bliskich, na przykład przez rodziców uzależnionych od alkoholu. Równie trudno pojednać się z Bogiem tym nastolatkom, którzy widzą skrajnie bolesne, niezawinione cierpienie kogoś z bliskich czy znajomych, gdy w tragicznych okolicznościach stracili kogoś z rodziny, gdy borykają się z niezawinionymi przez siebie, a dotkliwymi trudnościami zdrowotnymi, psychicznymi, rodzinnymi czy społecznymi. W takiej sytuacji mogą ulec przekonaniu, że winą za ten stan należy obarczyć Boga, bo to On jest Stwórcą tego świata. Z katechizowanymi, którzy znajdują się w tego typu sytuacji, trzeba rozmawiać z wyjątkową empatią, delikatnością i cierpliwością. Od katechizujących potrzebują oni najpierw miłości, a dopiero później racjonalnych argumentów.

Nastolatkom trzeba precyzyjnie wyjaśniać, że Bóg każdego z nas obdarzył prawdziwą wolnością. Jeśli wolności tej nie wykorzystujemy po to, żeby kochać i żeby stawać się coraz bardziej podobnymi do Boga, to wtedy w naszym życiu i w życiu naszych bliźnich pojawiają się krzyże i cierpienia. W pierwszym odruchu nawet wtedy mamy prawo wykrzykiwać: Boże, za co mnie to spotkało? Dlaczego zesłałeś na mnie ten krzyż czy to cierpienie? Ważne jest jednak, żeby po takim emocjonalnym odruchu buntu uświadomić sobie, że jedyne, co Bóg nam zsyła, to Jego wcielony Syn, czyli prawda, miłość i radość. Pojednanie z Bogiem w obliczu bolesnych tajemnic naszego życia polega na odkryciu, że Bóg rozumie nasz krzyk bólu i buntu oraz że z Jego pomocą jesteśmy w stanie być silniejszymi od każdego cierpienia. Człowiek pojednany z Bogiem nie boi się świadomości, że w przeszłości miał czasem – niesłusznie – żal do Boga. Teraz już wie, że to, co było czy jest bolesnego w jego życiu, nie pochodzi od Boga. Od Stwórcy pochodzi natomiast pomoc, byśmy pod wpływem krzyży i cierpień nie załamali się, lecz wyciągali mądre wnioski na tu i teraz.

Pojednanie z samym sobą

Pierwszym owocem pojednania z Bogiem jest pojednanie z samym sobą. Trzeba tłumaczyć katechizowanym, że nie damy rady pojednać się z bliźnimi, jeśli żyjemy w konflikcie z samym sobą, siebie krzywdzimy albo dla samych siebie jesteśmy okrutni. Kto nie jest pojednany ze sobą, temu życie jawi się jako niezrozumiały i nieznośny ciężar. Trudno cieszyć się własnym istnieniem wtedy, gdy mamy do siebie wielki i nieprzebaczony żal. Każdy z nas – niezależnie od wieku – potrzebuje pojednania z samym sobą z trzech ważnych powodów. Po pierwsze dlatego, że każdy z nas nie raz krzywdził i nadal krzywdzi siebie. Żadne zwierzę tego nie czyni. Żadne zwierzę nie doprowadzi siebie do uzależnień, do rozpaczy czy do samobójstwa. Jedynie człowiek potrafi wyrządzać szkodę samemu sobie. Dzieje się tak wtedy, gdy źle korzystamy z daru rozumności i wolności. Zamiast błogosławieństwa i życia wybieramy wtedy przekleństwo i śmierć. Krzywdzimy samych siebie na przykład wtedy, gdy prowadzimy niezdrowy tryb życia, gdy rezygnujemy z naszych ideałów i aspiracji, gdy łamiemy własne sumienie, gdy wpadamy w uzależnienia, gdy stajemy się niewolnikami grzechu, gdy oddalmy się od Boga czy od tych ludzi, którzy nas kochają. Wcześniej czy później żal do siebie odczuwa każdy, kto staje się marnotrawnym synem czy marnotrawną córką.

Potrzebujemy pojednania ze sobą nie tylko dlatego, że czasem krzywdzimy siebie, lecz również dlatego, że krzywdzimy innych ludzi. Zło, które wyrządzamy bliźnim, obciąża nasze sumienie i powraca do nas w postaci niemiłych, a czasem wręcz bolesnych konsekwencji. Zło wyrządzone przez nas in­­nym ludziom, wcześniej czy później obraca się przeciw nam samym. Jeśli to zło jest poważne, to ogromnie nas niepokoi, niszczy więzi z bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi, powoduje ogromne napięcia emocjonalne, natrętne myśli, poważne obawy o nasz los doczesny i wieczny. Nie jest łatwo żyć wtedy, gdy ktoś słusznie ma do nas głęboki żal, gdy przez nas gorzko płacze, gdy już nam nie ufa czy gdy musi wzywać na nas policję.

Każdy z nas potrzebuje pojednania z samym sobą dlatego, że przynajmniej czasami pozwala się krzywdzić przez innych ludzi. Trzeba wyjaśniać katechizowanym, że jeśli ktoś krzywdził ich wtedy, gdy byli małymi dziećmi, to powinni mieć żal wyłącznie do krzywdziciela, gdyż jako dzieci nie byli w stanie skutecznie bronić się przed nim. Jeśli jednak krzywdzi nas ktoś wtedy, gdy jesteśmy już nastolatkami albo dorosłymi ludźmi, to oprócz żalu do krzywdziciela, czujemy też słuszny żal do samego siebie o to, że pozwalaliśmy się krzywdzić wtedy, gdy z pomocą Boga i Bożych ludzi bylibyśmy już w stanie skutecznie się obronić. Ten żal do samego siebie jest szczególnie bolesny wtedy, gdy pozwalaliśmy się krzywdzić długo i boleśnie, nie wyciągając wniosków i nie podejmując wysiłku, żeby tę sytuację zmienić.

W ramach katechezy trzeba wyjaśniać wychowankom, co powinni czynić z tym potrójnym żalem do siebie: o to, że siebie krzywdzili, że krzywdzili bliźnich i że pozwalali się krzywdzić wtedy, gdy mieli już szansę na obronę. Ich zadaniem jest przebaczyć sobie minione błędy i grzechy, wyciągając z nich wnioski tu i teraz, żeby do tych błędów czy grzechów już nigdy nie powracać! Pojednanie z samym sobą nie oznacza przyznania sobie racji. Pojednać się ze sobą nie znaczy też zaakceptować siebie takim, jakim jestem. Przeciwnie, punktem wyjścia w okazywaniu ­miłosierdzia samemu sobie jest uznanie, że wielokrotnie krzywdziłem bliźnich, że pozwalałem, by mnie ktoś krzywdził, i że czasem krzywdziłem samego siebie. Tę prawdę o sobie przyjmuję do wiadomości z bólem, a nie z akceptacją, gdyż nie mam potrzeby zmieniać tego, co przyjmuję z akceptacją.

Należy tłumaczyć katechizowanym, że przebaczyć sobie można jedynie złą przeszłość. Nie powinniśmy natomiast przebaczać sobie złej teraźniejszości. Jeśli tu i teraz nadal błądzę, to jedynym lekarstwem jest natychmiastowe nawrócenie. Trzeba zatem wystrzegać się dwóch błędnych i skrajnych postaw. Pierwsza skrajność polega na tym, że ktoś nie przebacza sobie błędów z przeszłości, mimo że już się nawrócił. Ktoś taki jest okrutny dla samego siebie, gdyż zadręcza siebie i nie przyznaje sobie prawa do radości, mimo że tu i teraz postępuje szlachetnie. Jezus nie chce, żebyśmy siebie zadręczali, lecz żebyśmy się nawracali i urządzali sobie święto ocalenia tak, jak ojciec urządził święto synowi marnotrawnemu natychmiast, gdy ten się nawrócił. 

Druga – obok zadręczania siebie – skrajność to naiwne pobłażanie samemu sobie. Taka sytuacja ma miejsce wtedy, gdy ktoś przebacza sobie błędy z przeszłości, lecz nadal do nich powraca, czyli w dalszym ciągu krzywdzi siebie i bliźnich. Trzeba tłumaczyć katechizowanym, że nic mi to nie da, gdy sobie przebaczam, jeśli nadal czynię zło. Pozostaję wtedy na drodze przekleństwa i śmierci. Być mądrze miłosiernym w odniesieniu do samego siebie i dojrzale pojednać się ze sobą, to uczyć się na błędach z przeszłości i stawiać sobie twarde wymagania na dziś i jutro. To wymagać od siebie, żeby odtąd kierować się Dekalogiem, prawdą, miłością i odpowiedzialnością. To pamiętać, że Jezus chce, byśmy się nawracali, a nie byśmy siebie naiwnie rozgrzeszali i pocieszali, nadal czyniąc zło, bo wtedy nasz los byłby coraz bardziej bolesny.

Co zrobić, gdy kogoś krzywdziłem?

Kto w dojrzały sposób pojednał się z Bogiem i z samym sobą, kto uzna...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy