Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój osobisty katechety

18 sierpnia 2022

NR 16 (Lipiec 2022)

Kształtowanie asertywności i rozwijanie empatii w komunikacji między uczniami - Wskazówki do budowania dobrych relacji koleżeńskich

0 57

Kocha, lubi, szanuje... A jeśli nie kocha ani nie lubi? Czy w życiu chodzi o to, aby kochać wszystkich dookoła? Raczej nie, ale na pewno chodzi o to, aby szanować siebie nawzajem i respektować cudze granice. Jak nauczyć tego dzieci?

Niniejszy tekst zacznę przewrotnie, biorąc pod uwagę jego tytuł: moim zdaniem nikt nie ma obowiązku lubienia, a co dopiero kochania wszystkich dookoła. Dla nas dorosłych jest to dość oczywiste. W swoim otoczeniu mamy zazwyczaj (kilku) bardzo dobrych przyjaciół, nieco więcej (dobrych) znajomych, „po prostu” kolegów, następnie ludzi, z którymi nie łączy nas zbyt wiele, a wreszcie takie osoby, których szczerze nie znosimy. I to jest w porządku – nie robimy sobie wyrzutów z tego powodu, że wolimy zjeść obiad raczej z X niż z Y, że nie wszystkich znajomych z pracy zapraszamy na urodziny ani że nie wszystkim mamy ochotę pożyczać pieniądze. Pomimo to, z pewnych przyczyn, odczuwamy czasem niejasny dyskomfort, słysząc, że ktoś kogoś w klasie nie lubi, że ktoś nie chce się z kimś bawić. Za moich szkolnych czasów standardowa reakcja nauczyciela polegała w takiej sytuacji na przekonywaniu ucznia, że to „niegrzecznie” nie chcieć się z kimś bawić, że to „nieładnie” nie chcieć stać z kimś w parze. Obecnie, mam wrażenie, podejście dorosłych do tego zagadnienia powoli się zmienia, nadal jednak warto przyjrzeć mu się bliżej, czemu może służyć niniejszy artykuł. Nie chodzi bowiem o to, aby kochać wszystkich dookoła, ale na pewno chodzi o to, aby szanować siebie nawzajem i respektować cudze granice. Jak nauczyć tego dzieci?

POLECAMY

Jesteśmy sobie potrzebni

Dobrze znany eksperyment Muzafera Sherifa (z 1965 r.) dotyczył napięć pomiędzy uczniami na tle rasowym. „Gdy raz wytworzono wrogość, nie można już było jej zredukować po prostu poprzez wyeliminowanie konfliktów i rywalizacji. Przeciwnie, gdy wzajemny brak zaufania został już mocno utrwalony, kontaktowanie się obu grup w sytuacjach nierywalizacyjnych, opartych na zasadzie równości, prowadziło do wzmożenia wrogości i braku zaufania. Na przykład dzieci dokuczały sobie nawet wtedy, gdy po prostu siedziały obok siebie, oglądając film” (Aaronson E., 2000). Co zatem – na gruncie wspomnianego eksperymentu – pomogło zredukować ową wzajemną wrogość? Okazuje się, że pomocne było zaaranżowanie sytuacji, w której obydwie grupy stały się sobie bezwzględnie potrzebne. Przykładowo wówczas, kiedy w trakcie trwania obozu uszkodzeniu uległ (za sprawą i pod kontrolą badaczy, rzecz jasna) system urządzeń nawadniających, lub wtedy, kiedy niezbędne okazało się wepchnięcie uszkodzonej ciężarówki pod stromą górę. Generalnie, bez najmniejszych wątpliwości wykazano, że w atmosferze współpracy dzieci są bardziej uważne i przyjazne wobec siebie niż wówczas, kiedy podsycana jest atmosfera rywalizacji („Kto wygrał?”, „Kto jest pierwszy?”).

Wydaje się, że w polskich szkołach nadal niestety dominuje klimat rywalizacji, kultura indywidualizmu i pogoń za ocenami (i/lub uznaniem nauczyciela), kosztem kształtowania umiejętności współdziałania, uważnego słuchania siebie nawzajem i rozpoznawania emocji – własnych i cudzych. Chcąc to zmienić, trzeba przede wszystkim potraktować „naukę o emocjach” jako równie istotny „przedmiot” jak matematyka czy historia. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że „nauka o emocjach” – o tym, co czujemy i jak się zachowujemy np. w sytuacji konfliktu lub porażki – to proces. To nie jest coś, czego można nauczyć się „na pamięć”. Rozwijanie kompetencji emocjonalnych, takich właśnie jak m.in. empatia i asertywność, odbywa się drogą „powtarzających się przeżyć i doświadczeń, na które mózg reaguje wzmacnianiem odpowiednich dróg nerwowych, dzięki czemu stają się nawykami dochodzącymi do głosu w chwilach napięcia, frustracji i bólu” (Goleman D., 1997). Wspomniane przeżycia to np. sytuacje konfliktowe z rówieśnikami, które warto potraktować jako okazję do ćwiczenia kompetencji emocjonalnych, a nie jako coś „złego”, co nie powinno się wydarzyć. Doświadczenia te obejmują także sposób, w jaki nauczyciel reaguje na owe konflikty. Czy powie: „Natychmiast przestańcie, musisz go przeprosić!”, czy raczej „Widzę, że jesteś na niego wściekły, bo masz wrażenie, że on się z ciebie śmieje, czy tak?”, „A ty wcale nie chciałeś się śmiać z niego, tylko po prostu uznałeś za zabawne to, co powiedział, prawda?”. 
 


Empatia to podstawa

Cytując Stuarta Shankera, autora bezcennej moim zdaniem książki Self-Reg: „Każde dziecko rodzi się ze zdolnością do bezinteresownego działania i dbania o szczęście innych. […] Badania wykazują, że nawet niemowlęta są zdolne do postrzegania i reagowania na czyjeś cierpienie. […] Dzieła biologów ewolucyjnych mówią nam o tym, że empatia pojawia się u wszystkich wyższych naczelnych. Empatia jest naturalnym uczuciem w naszym gatunku i rozwija się w naturalny sposób w wyniku empatycznej wymiany w obrębie «mózgowego Wi-Fi»”. Pod tym pojęciem Shanker rozumie współdzielony pomiędzy dzieckiem a jego opiekunem intuicyjny kanał komunikacji, tworzący i utrzymujący się dzięki dotykowi, kontaktowi wzrokowemu i głosowemu, a przede wszystkim dzięki kontaktowi emocjonalnemu, którego celem jest regulacja pobudzenia dziecka, a w dalszej perspektywie wyposażenie je w zdolność do samoregulacji.

Co to oznacza w praktyce? To, że choć sama zdolność do empatii jest wrodzona, to aby mogła „działać prawidłowo”, musi być rozwijana i wzmacniania w kontakcie z drugim życzliwym człowiekiem. Dopiero doświadczenie prawdziwej empatii „na sobie” sprawi, że dziecko stanie się empatyczne wobec innych. Owym życzliwym dorosłym może stać się także nauczyciel. Ale – znów odwołując się do Shankera – prawdziwa empatia to nie wyłącznie współczujące reagowanie w sytuacji stresu dziecka. Nie chodzi tylko o to, aby na poziomie poznawczym uświadomić sobie, czego dziecko doświadcza. Trzeba to zrobić również na poziomie ciała. „Dorosły musi «wczuć się» w to, co czuje dziecko w stanie zdenerwowania, i wtedy spróbować pojąć, dlaczego tak jest i co mogłoby pomóc. [W takim stanie] dziecko rzadko kiedy jest świadome tego, że jest skandalicznie skoncentrowane na sobie, a co dopiero zdolne do określenia powodów, dla których zachowuje się w taki sposób. To nasze zadanie. […] Prawdziwa empatia jest dwukierunkowym zjawiskiem pojawiającym się w diadzie”. 

Co zatem może robić w tym kierunku nauczyciel?

  • Po pierwsze, jak najwcześniej – począwszy od zerówki – poruszać z dziećmi temat emocji podczas zajęć, ale także w tzw. czasie wolnym, w codziennych sytuacjach. Jakie emocje ma człowiek (zaczynając od czterech podstawowych)? Po czym je rozpoznajemy, skąd wiemy, że ktoś się smuci, złości lub boi? Co nas złości lub cieszy? Czy wszystkich smuci lub złości to samo? Jak odczuwamy emocje w ciele – gdzie „mieszka” nasza złość lub strach? Czy wszyscy odczuwają złość, strach, smutek? Przydatne w tym kontekście będą wszelkie zdjęcia, schematy twarzy, obrazki, „kostka emocji”, którą można rzucać („Wylosowałeś złość. Kiedy się złościmy, kiedy ty się złościsz?”), ale także zabawy ruchowe, np. „Teraz podskakujemy i mruczymy jak wściekłe tygrysy”, „Teraz poruszamy się spokojnie jak koty”, „Teraz kulimy się jak przestraszone jeże”, „Wszyscy, którzy złoszczą się, gdy…………, wstają i zmieniają miejsce”, a także zajęcia wykorzystujące trening uważności dla dzieci na bazie książki Uważność i spokój żabki (nauka uważnego oddychania!). Niech temat emocji stanie się czymś całkowicie naturalnym, podobnie jak pytanie o to, co dzieci robiły w weekend, lub przypomnienie o planowanym sprawdzianie.
  • Warto – choćby w ramach eksperymentu – zmodyfikować standardowy sposób sprawdzania obecności. Do zwyczajowego „Jestem” uczniowie mogliby dodawać określenie własnego nastroju: w przypadku starszych uczniów – cyfrę ze skali odpowiadającą ich aktualnemu nastrojowi (1 – podły nastrój, 10 – jest super), w przypadku dzieci młodszych – kolor (np. czerwony – wściekłość, pomarańczowy – „mała złość”, żółty – lekki niepokój, niebieski – boję się, zielony – spokój i radość). Dzięki temu ocena własnego nastroju stanie się dla dzieci czymś naturalnym, ale i nauczyciel będzie mógł odnieść się do ogólnego nastroju panującego w grupie, jednocześnie akceptując fakt, że nie wszyscy uczniowie mogą mieć ochotę wypowiedzieć się (nauka asertywności!): „Dziś przeważają wśród was jedynki, dwójki i trójki. Czy chcecie porozmawiać o tym, dlaczego tak się czujecie?”.
  • Wplatać „język emocji” do codziennej komunikacji, zwłaszcza wówczas, gdy zdarzają się konflikty lub gdy uczeń doświadcza innego rodzaju stresu, np. boi się lub wstydzi. „Widzę, że jesteś naprawdę wściekły”; „Chyba nie lubisz, kiedy ktoś odzywa się do ciebie w taki sposób – powiedz mu to słowami, a nie pięściami”; „Wygląda na to, że nie możesz się zdecydować”; „To cię chyba przeraża/niepokoi”; „Wyglądasz na zadowolonego” – niech tego typu sformułowania staną się standardem, a nie wyjątkiem podczas „zajęć z psychologiem” raz na tydzień.
  • Nieustannie przypominać uczniom, że emocje jako takie są w porządku. To nic złego, że ktoś odczuwa złość, strach lub wstyd; nieakceptowane są jedynie niektóre zachowania podejmowane pod wpływem emocji, ale nawet wtedy można i trzeba o tym rozmawiać.
  • Wykorzystywać pojawiające się między dziećmi konflikty lub indywidualne „gorsze nastroje” jako tematy do rozmów z całą grupą (po wcześniejszym omówieniu tego z dzieckiem/dziećmi i uzyskaniu jego/ich akceptacji dla tego pomysłu). Alternatywą może być klasowa „skrzynka problemów”, wówczas poszczególne tematy byłyby omawiane anonimowo. Nie należy jednak robić tego w formie krytyki i zakazywania czegoś (w rodzaju „Przypominam wam, że nie wolno na siebie krzyczeć”), ale traktować jako okazję do dowiedzenia się czegoś nowego o sobie: „Dziś podczas lekcji WF-u Tomek i Bartek pokłócili się. Bartek nie wybrał Tomka do drużyny, Tomek był zły i zazdrosny. Porozmawiajmy dziś o tym, jak to jest, kiedy nie możemy dostać tego, czego chcemy. Co wtedy czujemy? Tylko złość czy coś jeszcze, co ją wyzwala? Czy wam się to zdarza? Co moglibyście doradzić kolegom w podobnej sytuacji?”.
  • Ciekawym, choć wymagającym solidnego opracowania pomysłem jest przygotowanie wybranych uczniów do roli rówieśniczych mediatorów, co można rozpocząć w ostatnich klasach szkoły podstawowej. Dzieci wiedzą, że kiedy wybuchnie między nimi konflikt, którego nie potrafią same rozwiązać, mogą zwrócić się o pomoc właśnie do takiego mediatora, a nie wyłącznie do nauczyciela. Mediator zachęca kolegów, aby np. wysłuchali siebie nawzajem bez przerywania i obrażania; następnie prosi, aby każdy postarał się opisać swoimi słowami to, co usłyszał od kolegi; później wszyscy starają się znaleźć rozwiązanie zadowalające obie strony. Wsparcie uzyskane od starszego kolegi może się czasem okazać dla dziecka bardziej znaczące niż udzielone przez dorosłego, dodatkowo daje ono poczucie, że uczniowie samodzielnie poradzili sobie z problemem. Jak jednak wspomniałam, jest to idea wymagająca czasu i odpowiedniego „przeszkolenia” kandydatów na mediatorów.
  • Często przypominać uczniom, że zawsze mają prawo powiedzieć „nie” – zarówno rówieśnikowi, jak i dorosłemu. Właśnie tak: świat się nie zawali, jeśli dziecko odmówi udziału w konkretnym ćwiczeniu lub nie będzie chciało odpowiedzieć na pytanie nauczyciela. Zamiast traktować takie zachowanie w kategoriach „buntu” lub „niegrzeczności”, lepiej zastanowić się, jakie emocje się pod tym kryją. Każde zachowanie ma jakąś funkcję – zadaniem dorosłego jest ją odkryć. Pamiętajmy jednocześnie, że aby być zdolnym do stawiania granic, uczeń musi mieć świadomość, że ktoś je przekracza, a o tym informują go właśnie jego emocje. Warto odejść od przekonania, że wszystkie dzieci w klasie powinny się w równym stopniu lubić, a czyjaś ewentualna odmowa lub niezgoda na coś od razu oznacza nielubienie. Nawet w najlepszych relacjach zdarzają się spięcia, które z czasem mijają. „Mówisz, że Basia nie chce się z tobą bawić. Widzę, że ci przykro, ale Basia ma do tego prawo. Możesz jej powiedz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy