Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Rozmowa z ...

17 sierpnia 2022

NR 16 (Lipiec 2022)

Decyzja czy pragnienie serca? O drodze, która odkrywa to, co głęboko ukryte w naszej duszy - Rozmowa Aleksandry Kobusińskiej z Natalią Bańczak

0 81

Aleksandra Kobusińska: Znamy się już kilka ładnych lat, stąd też wiedziałam, do kogo zwrócić się po opowieść o Camino de Santiago. Pewnie każdy ma inną historię i u każdego pomysł na tę pielgrzymkę rodzi się w sercu w innym momencie życia. Jak było u Ciebie?

POLECAMY

Natalia Bańczak: Camino, ja bardzo lubię to podkreślać, że to jest droga, która wzywa. U mnie to się rozłożyło w latach. Po raz pierwszy o Camino de Santiago dowiedziałam się w podstawówce, kiedy w 6 klasie poszłam na pielgrzymkę do Częstochowy. Ktoś podczas drogi opowiadał o swoim doświadczeniu, ale to trochę tak wpadło do mojej głowy i zaraz wyleciało. Pamiętam, dopytałam o coś jednym zdaniem, dowiedziałam się, że to jest Hiszpania i, że jest to taki szlak do grobu Świętego Jakuba i tyle. Ale to już wtedy zostało coś zasiane w moim sercu. Pan Bóg jest wierny i nawet jak my zapomnimy o tych naszych pragnieniach, to On po czasie z nimi wraca. I ja gdzieś miałam z tyłu głowy to pragnienie Camino, ale żyłam wtedy bardzo intensywnie, a na to trzeba mieć konkretny czas. Potem na studiach obejrzałam na spotkaniu duszpasterskim film „Droga” i wtedy już zapadła decyzja. Byłam też w takim momencie, kiedy kończyłam studia pielęgniarskie i wyjeżdżałam do Anglii do pracy, i wtedy też w moim życiu pojawił się mój obecny mąż – Kamil. I finalnie Camino stało się naszą podróżą poślubną.

A.K.: Miałaś jakiś konkretny plan na tę drogę, intencję, sprawy do przemyślenia?

N.B.: Droga przebiegła inaczej, niż ja sobie to wyobrażałam. Myślałam, że będziemy poznawać wielu ludzi z różnych krajów, a tak naprawdę całą pielgrzymkę przeszliśmy z Polakami. Zawsze jak myślałam o Camino, to chciałam iść z księdzem, bo zależało mi bardzo na mszy świętej, to było jedno z moich wielkich pragnień. W Hiszpanii jest z tym trudno, kościoły są pozamykane na trasie pielgrzymkowej. Kiedy zdecydowaliśmy z Kamilem, że będzie to nasza podróż poślubna, to trochę miałam obawy, że to nie będzie wszystko tak, jak ja bym chciała. I wyobraź sobie, że drugiego dnia na noclegu spotkaliśmy dwie grupy ludzi z towarzyszącymi im księżmi, m.in. z księdzem Konradem, z którym od razu złapaliśmy kontakt i dzięki temu, że podał nam swój numer telefonu, to właściwie do końca drogi mieliśmy codziennie możliwość mszy świętej. Nie szliśmy razem, trasę pokonywaliśmy osobno i swoim tempem, ale ta msza święta gdzieś w różnych miejscach w czasie drogi nas jednoczyła. I ja do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu, jak Pan Bóg się zatroszczył o te moje pragnienia i plany.
 


A.K.: Jakie były motywacje ludzi, których spotykałaś na trasie? Czy wszyscy idący tamtym szlakiem byli nastawieni na pielgrzymkę, czy częściej była to raczej po prostu wędrówka do jakiegoś celu?

N.B.: Motywacje, z którymi się spotykałam na trasie, były różne. Ksiądz Konrad podzielił się z nami swoim doświadczeniem drogi. Opowiadał, że gdy przechodził tę drogę zupełnie sam, potrafił iść, np. bez jedzenia czy innych niezbędnych rzeczy i Pan Bóg o wszystko niesamowicie się troszczył. Stawiał na trasie odpowiednich ludzi i obdarowywał tym, czego mu brakło. Zdarzali się też ludzie, którzy szli dla sportu, rekreacyjnie, ale niewiele takich spotkałam. Z tymi, z którymi miałam okazję spędzać czas, dzieliłam tę trasę jako pielgrzymkę.

A.K.: Słyszałam, że jest trochę tak, że ta droga nas czegoś uczy, daje czas na powrót do tego, co jeszcze w nas nieprzepracowane. Jak było w Twoim przypadku?

N.B.: Ja myślałam, że ta droga mi na pewne pytania odpowie. I to było dla mnie trudne. My z Kamilem szliśmy Camino del Norte, to jest najtrudniejsza trasa, ponieważ jest na niej wiele przewyższeń. Mój mąż był fizycznie przygotowany, ale ja nie. I tak naprawdę wiele dni przeszłam na zasadzie „kiedy koniec”. Dla mnie to było trudne doświadczenie. Szłam i fizycznie było mi ciężko. Mieliśmy fenomenalną pogodę i piękne widoki, szlak był bardzo malowniczy, ale większość z tych dni – mimo wszystko – było zmaganiem się ze sobą. I z tym się najbardziej mierzyłam, żeby wstać, wziąć plecak i iść.
 

„Ja po prostu nie chcę przeciętnego życia. I to mogą być małe rzeczy, ale tak długo jak będzie mi się chciało z kanapy wstawać i coś robić, to jak będę miała umrzeć jutro, to z takim poczuciem że zrobiłam co mogłam. A Pan Bóg naprawdę stawia ludzi i okoliczności i daje duże pragnienia i potem pomaga w ich realizacji” 

Natalia Bańczak


A.K.: Droga jest chyba właśnie taką walką z samym sobą, odkrywa nasze słabości. Pamiętasz jakieś przełomowe wydarzenie z trasy, które upewniłoby Cię, że warto iść dalej? Czy to nie jest trochę tak, że człowiek właśnie w tym trudzie i bezsilności najbardziej ufa i najbardziej oddaje się pod Bożą opiekę? 

N.B.: Czułam się zaopiekowana, bo kiedy trzeba było, Pan Bóg stawiał aniołów na drodze. To brzmi górnolotnie, ale faktycznie tak było. Jednego dnia miałam naprawdę gigantyczny kryzys. Położyłam się w lesie, taka spocona i czerwona, i już mówiłam, że nie idę dalej, ale w tamtym miejscu nie było nawet gdzie namiotu rozbić, bo były takie krzaczory i zarośla. I właśnie wtedy szła tamtędy taka grupa, w której szli ludzie, którzy psychicznie pomogli mi iść dalej. Przeszliśmy wiele górek razem, rozmawiając. Kolejnym trudnym doświadczeniem była burza. Ja się bardzo boję burzy, a my nie zawsze spaliśmy w albergue, czyli w schroniskach dla pielgrzymów, często zamiast tego rozkładaliśmy namiot. Był taki jeden niepewny pogodowo wieczór, więc znaleźliśmy domek, za który zdecydowanie przepłaciliśmy, i zaprosiliśmy tam jedną ekipą, która szła z nami. Spaliśmy jak sardynki w tym domku, ale tej nocy była taka burza, że ja myślałam, że ten dom się rozleci. Gdybym wtedy spała w namiocie, to bym już dawno była spakowana i w drodze do domu. We wszystkie te noce, w które się bałam, trafialiśmy na piękny nocleg.

A.K.: Opowiedz proszę o tym, jak wygląda z technicznego punktu widzenia pielgrzymowanie, czy można się zgubić na trasie i jak najlepiej się do niej przygotować.

N.B.: Nie ma oficjalnego przewodnika po Camino del Norte, czyli po trasie, którą wybraliśmy. Do Hiszpanii dojechaliśmy autostopem, co jest materiałem na kolej...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy