Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

23 września 2022

NR 17 (Wrzesień 2022)

Bóg, wojny i cierpienia

0 7

Bóg pragnie, żebyśmy żyli w doczesności długo i żeby się nam tutaj dobrze powodziło. Jezus chce dzielić się z nami swoją radością i pragnie, żeby ta Jego radość w nas była pełna (por. J 15,11). To, co bolesne, pojawia się wtedy, gdy ktoś z ludzi nie słucha Boga. Bóg nie zsyła nam wojen ani innych cierpień. Przeciwnie, Stwórca cierpi z tymi, którzy cierpią i czyni wszystko, żeby ich cierpienie jak najszybciej się skończyło.

Bóg jest niewinny

Po raz pierwszy od trzech pokoleń młodzież w Polsce niemal na własnej skórze doświadcza okrucieństw wojny, która toczy się tuż przy naszej granicy. Na ulicy, w szkołach, w parafiach, a czasem także we własnych domach nasi uczniowie spotykają się z dziećmi i młodzieżą z Ukrainy i bezpośrednio od nich dowiadują się o mordach, gwałtach i brutalności rosyjskich najeźdźców. Nieuchronnie prowadzi to polskich nastolatków do stawiania pytań typu: gdzie w tej sytuacji jest Bóg? Czy to On zesłał albo dopuścił tak straszne krzywdy, dramaty i cierpienia milionów ludzi? Czy to Bóg jest winny, gdy cierpi człowiek?

POLECAMY

W obliczu takich pytań kryterium naszych odpowiedzi powinny być słowa i czyny Jezusa, gdyż On do końca objawił nam miłość Boga i Jego pragnienia w odniesieniu do człowieka. Odkąd Syn Boży oddał za nas życie na krzyżu, już wiemy bez żadnej wątpliwości, że Bóg czyni wszystko, byśmy nie cierpieli. On stworzył nas z miłości i umieścił w raju. Także po grzechu pierworodnym Bóg potwierdzał, że pragnie, byśmy w doczesności długo żyli i żeby nam się tutaj dobrze powodziło, zanim będziemy żyć w wiecznej miłości i wiecznej radości. Stwórca chce, byśmy już nigdy nie mieli w tym zakresie żadnych wątpliwości. To właśnie dlatego posłał swojego Syna, który – zanim z miłości oddał za nas życie na krzyżu – wyjaśnił, że przyszedł do nas po to, żeby Jego radość była w nas i żeby ta Jego radość w nas już tu i teraz była pełna (por. J 15,11).

Czy Bóg dopuszcza, żeby cierpieli ludzie?

To nie jest wina Boga, że ktoś z ludzi Go nie słucha i przez to staje się krzywdzicielem. Rosyjscy agresorzy łamią w barbarzyński sposób najbardziej nawet elementarne przykazania i wszelkie zasady moralne. Kpią sobie nie tylko z ludzi i z ich godności. Kpią sobie także z Chrystusa, który utożsamia się z losem każdego z nas i który jest krzyżowany w każdym dręczonym człowieku, a zwłaszcza w dręczonych dzieciach, kobietach, ludziach starszych i bezbronnych. Człowiek, który nie słucha Boga, nie tylko jest zdolny do zaatakowania innych narodów. Jest też zdolny do gnębienia swoich domowników i do wypowiedzenia wojny samemu sobie – jak uczynił to syn marnotrawny.

Niektórzy pytają, czy Bóg nie mógłby jakoś powstrzymać – choćby na siłę – barbarzyńców i krzywdzicieli. A może nie jest wszechmocny, skoro tego nie czyni? Wychowankom stawiającym takie pytania trzeba wyjaśniać, że Bóg nie chce unicestwić nikogo z ludzi. Nawet tych, którzy dokonują barbarzyńskich zbrodni. Ich też Bóg kocha. Im też pragnie pomóc, żeby się opamiętali, nawrócili i ocalili. Bóg jest wszechmocny, ale najpierw i przede wszystkim jest miłością. To właśnie dlatego używa swojej wszechmocy wyłącznie po to, by okazywać miłość. Ten, kto kocha, nie stosuje przemocy nawet po to, żeby osiągnąć dobre cele. Bóg czyni wszystko, żeby chronić ludzi krzywdzonych i żeby przemieniać tych, którzy są oprawcami. On oddał za nas życie na krzyżu, byśmy już nikogo nie krzywdzili, lecz wszystkich kochali. To właśnie przez nas pragnie Bóg pomagać krzywdzonym i nawracać krzywdzicieli. Kto kocha Boga, ten kocha także człowieka i czyni wszystko, żeby w imieniu Boga chronić ofiary wojny i żeby powstrzymać okrutnych agresorów. W ogóle nie doszłoby do wojny na Ukrainie, gdyby najeźdźcy nie mieli swoich jawnych i ukrytych sprzymierzeńców w tych krajach, które nadal handlują z Rosją, a przez to finansują zbrodnie dokonywane przez rosyjskich żołnierzy.

Wojny domowe

Bolą nas i oburzają obrazy, które pokazują barbarzyństwo żołnierzy rosyjskich. Widzimy w mediach bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i szpitale. Boli nas i oburza to, że najeźdźcy strzelają do dzieci, kobiet i osób starszych, usiłujących opuścić zrujnowane miasta. Jesteśmy wstrząśnięci, gdy słyszymy nagrane rozmowy rosyjskich bandytów, którzy dzwonią do swoich żon, żeby się pochwalić, że właśnie zabili bezbronnych cywilów i ich okradli. Gdy widzę w mediach okrutne sceny wojny, to stają mi przed oczyma inne sceny. One są również przerażające. To sceny z wojen domowych. Istnieją bowiem nie tylko wojny międzypaństwowe. Człowiek, który nie kocha, wypowiada wojnę swoim bliskim. Bywa, że ktoś staje się bezlitosnym agresorem w odniesieniu do żony czy męża, syna czy córki, mamy czy taty. Jestem kapłanem od czterdziestu trzech lat. W tym czasie tysiące ludzi, zwłaszcza kobiet i nastolatków, opowiedziało mi o koszmarach, jakie przeżywają we własnych domach. Przemoc i agresja związana z uzależnieniami, znęcanie się, zdrady, rozwody, poniżanie, dręczenie najbliższych. To tylko przykłady tego, jak okrutny wobec własnych członków rodziny potrafi być ten, kto nie kocha.

Wojny domowe bywają jeszcze bardziej okrutne niż wojny międzypaństwowe. Nieskończenie bowiem bardziej boli mnie to, że bije, poniża czy dręczy mnie ktoś bliski – małżonek, rodzic, dziecko – niż to, że napada na mnie obcy bandyta czy żołnierz z wrogiego państwa. Najtrudniej jest bronić się przed dręczycielami, których kochamy i którzy nam ślubowali miłość. Tacy dręczyciele czują się bardziej bezkarni niż barbarzyńscy najeźdźcy z innego kraju. Barbarzyńców domowych rzadko bowiem ktoś ściga. Zwykle nikt nie nakłada na nich sankcji. Także media mało interesują się wojnami domowymi. Dramatami krzywdzonych dzieci, kobiet, osób starszych rzadko interesują się zwłaszcza dominujące obecnie media liberalne, bo one do wojen domowych wręcz podżegają, promując egoizm, rozwiązłość, zdrady małżeńskie czy zabijanie przez rodziców własnych dzieci.

Wojna człowieka z samym sobą

Człowiek potrafi wypowiadać bezlitosną wojnę nie tylko innym ludziom, lecz także samemu sobie. Po grzechu pierworodnym każdy z nas w jakimś stopniu codziennie wyrządza krzywdę samemu sobie. Często wręcz bywa tak, że ktoś poważnie szkodzi swojemu zdrowiu, niszczy swoją wolność i wrażliwość moralną, postępuje wbrew swoim własnym pragnieniom, ideałom i aspiracjom. Wypowiada wojnę samemu sobie ten, kto siebie nienawidzi, kto siebie okalecza, kto popada w śmiertelne uzależnienia. Okrutną wojnę przeciwko samemu sobie prowadzi ten, kto oszukuje samego siebie, bo wmawia sobie, że do szczęścia wystarczą mu pieniądze i chwila cielesnej przyjemności. Wypowiada wojnę samemu sobie ten, kto marnotrawi swoją czystość, świętość i godność dziecka Bożego. Zadręcza samego siebie ten, kto szuka szczęścia w nieszczęsny sposób, czyli tam, gdzie znajdzie jedynie grzech, rozczarowanie i rozpacz. Niektórzy prowadzą aż tak otwartą wojnę z samym sobą, że walczą z własnym ciałem. Taka sytuacja ma miejsce wtedy, gdy ktoś okalecza swoje ciało, bo wmawia sobie, że w ten sposób może zmienić własną płeć. Myśli, że okaleczając ciało, może być szczęśliwy. Każda wojna, którą człowiek wypowiada samemu sobie, prowadzi do zadręczania samego siebie – do popadania w depresję, rozpacz, stany samobójcze.

 

 

Cierpienie czy miłość

Niektórzy chrześcijanie próbują pocieszać się w obliczu wojen i innych form straszliwego cierpienia. Twierdzą, że cierpienie ma sens, bo z niego może wypływać dobro. Tymczasem słowa i czyny Jezusa potwierdzają, że sens ma miłość, świętość, nawrócenie, zbawienie. Dobro płynie z miłości i z niczego innego. Ma sens miłość nawet wtedy, gdy płacimy cenę cierpienia za to, że kochamy. Jednak nawet wtedy cierpienie staje się dla nas ciężarem i zagrożeniem. Może prowadzić do chorób fizycznych, psychicznych i duchowych. Czasem prowadzi także do buntu przeciw Bogu. W Ogrójcu Jezus na samą myśl o cierpieniu czuł trwogę i pocił się krwią. W obliczu cierpienia na krzyżu czuł przeraźliwe osamotnienie i wykrzyczał: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Wypowiedział wtedy swój skrajny ból w imieniu każdego krzywdzonego człowieka. Bóg stworzył nas do radości i nie chce naszego cierpienia, podobnie jak nie chciał swojego własnego cierpienia w Ogrójcu i na krzyżu. Stwórca przychodzi nam z pomocą po to, żebyśmy nawet w obliczu cierpienia nie załamali się, lecz byśmy wyciągali wnioski z bolesnej przeszłości i odtąd już nikogo nie krzywdzili: ani bliźnich, ani samych siebie. Od Boga nie pochodzą żadne krzyże, wojny czy inne bolesne sytuacje. Od Niego pochodzi natomiast pomoc w obliczu cierpienia.

Potrzeba modlitwy i działania

Powinniśmy się modlić o ustanie straszliwej wojny na Ukrainie i o ustanie wszystkiego, co przynosi ludziom cierpienie. Dorośli powinni upewniać dzieci i młodzież o tym, że Bóg nie chce naszego cierpienia. On pragnie naszej radości! Bóg nie zsyła nam krzyży. Przeciwnie, to On w ludzkiej naturze dał się ukrzyżować po to, żeby już nikt z nas nie krzyżował ani samego siebie, ani innych ludzi. Chrystus chciał być ostatnim ukrzyżowanym. Pragnął, żebyśmy wzruszeni Jego miłością aż do krzyża, kochali siebie wzajemnie, bo wtedy krzyże i cierpienia zaczną znikać. Chrystus pragnie, byśmy przychodzili do Niego z naszymi krzyżami, a nie z Jego krzyżem. To On dźwiga z nami nasze krzyże i czyni wszystko, byśmy usuwali źródło tych krzyży i byśmy przestali cierpieć. Dźwigamy krzyże, które nakładają nam ludzie niesłuchający Boga albo które w naszej słabości sami sobie nakładamy. Od Boga pochodzi jedynie miłość, mądrość i radość. Nie jest winą Boga to, że ktoś z nas nie słucha Boga i w konsekwencji krzywdzi innych ludzi czy samego siebie.

W obliczu każdego cierpienia warto prosić Boga o pomoc w przetrwaniu takiej życiowej próby. Dojrzała modlitwa oznacza nie tylko ufne kierowanie do Boga naszych próśb, lecz także wierne współpracowanie z Bogiem po to, żeby zło zwyciężać dobrem. Szczytem zaufania do Boga jest nasza pewność, że z Jego pomocą możemy się nawracać i stawać ludźmi świętymi, niosącymi pokój i nadzieję każdemu spotkanemu człowiekowi. Powinniśmy nie tylko modlić się, lecz także czynić wszystko, co w naszej mocy, żeby ulżyć w cierpieniu ludziom dotkniętym okrucieństwami wojny czy innymi cierpieniami. Uczeń Jezusa to ktoś, kto stanowczo, aktywnie, mężnie broni przed krzywdzicielami tych, którzy są krzywdzeni. W pierwszej kolejności powinniśmy udzielać pomocy i chronić tych, którzy są najbardziej zagrożeni i którym się najtrudniej bronić: dzieci, kobiety, osoby starsze. Możemy być dumni z milionów Polaków, którzy hojnie udzielają pomocy ofiarom wojny i którzy przyjmują uchodźców do własnych domów. Również w budynku Seminarium Duchownego w Radomiu, w którym mieszkam, gościmy od 9 marca ponad pięćdziesięciu uchodźców z Ukrainy. W większości są to kobiety i dzieci.

Upadek mitów o człowieku

Gdy Rosjanie od miesięcy gromadzili swoje wojska wokół granicy z Ukrainą to ogromna większość z nas do ostatniej chwili nie wierzyła w to, że w XXI wieku w Europie jakieś państwo może zbrojnie napaść na inne państwo i rozpocząć barbarzyńską wojnę. Tr...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Katecheza"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dostęp do filmów szkoleniowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy